W związku z publiczną debatą, jaka w ostatnich miesiącach rozgorzała wokół planowanej inwestycji w odnawialne źródła energii w gminie Wolin głos w sprawie farmy wiatrowej postanowił zabrać były minister Artur Balazs. Jak podkreśla w rozmowie z naszą redakcją, jego celem nie jest wywieranie presji na radnych, lecz przedstawienie faktów, wyjaśnienie kwestii związanych z energetyką odnawialną oraz wskazanie mechanizmów, które – jego zdaniem – stoją za eskalacją protestów.

Były minister wskazuje dwa powody, dla których zdecydował się na publiczną wypowiedź. Po pierwsze – część planowanych wiatraków ma być zlokalizowana na gruntach, które są jego własnością. Po drugie – chce, aby radni przed podjęciem decyzji dysponowali obiektywną oceną tej inwestycji.

– Na początku składam deklarację, że jedynym kryterium, jakim w tych sprawach powinni kierować się radni, są interesy gminy, interesy mieszkańców oraz interesy państwa – czyli interes Polski, który polega na tym, że jedną drogą do tańszej energii jest energia odnawialna. Dzięki temu, że około 20 procent energii pochodzi dziś z wiatraków, można było przez ostatnie lata zamrozić ceny energii. Dziś udało się to tak skalkulować, że te ceny się ustabilizowały, a mogą być jeszcze niższe, jeśli będzie więcej energii odnawialnej. 

Były minister wskazuje w ten sposób, że bez udziału energii wiatrowej konieczne będzie dalsze finansowanie cen energii z budżetu państwa. Jak przekonuje, obecna sytuacja ekonomiczna pokazuje, że to właśnie odnawialne źródła energii mają kluczowe znaczenie dla stabilności energetycznej kraju.

Jedyna droga do tańszej energii w tej chwili wiedzie przez energię odnawialną. Po wejściu w życie opłat emisyjnych za CO₂, może się okazać, że energia bardzo dużo podrożeje – wskazuje Balazs. Z kolei jako interes Gminy, Minister wylicza, że z siedmiu zaplanowanych wiatraków do budżetu rokrocznie może wpływać przynajmniej 1,5 mln złotych. 

Balazs odnosi się również do argumentów dotyczących potencjalnych uciążliwości farmy wiatrowej dla mieszkańców. – Chodzi głównie o Łuskowo oraz sąsiednie Chynowo. To są te dwie wsie, które potencjalnie mogą uznać, że te wiatraki rzeczywiście będą przeszkadzać. Natomiast między bajki należy odłożyć szkodliwość wiatraków. Stwierdzenia, że ludzie umierają od wiatraków, bo tak się też opowiada, że wszystkie wiatraki płoną – to tępa i niemądra propagandapodkreśla.

Jak dodaje, wsie, na które inwestycja miałaby wpływ, mogą również czerpać konkretne korzyści z farmy wiatrowej. – Ci, których ta uciążliwość by dotyczyła, i te wsie, na które wpłynęłaby obecność wiatraków, mogą mieć pożytek w postaci darmowego prądu. Przepisy jasno o tym mówią, tylko według mnie ludzie o tym nie mają pojęcia, a prezentuje się zwykłą propagandę – mówi były minister.

„Mój interes nie może w żaden sposób decydować o decyzji Rady”

Jeżeli tych wiatraków nie będzie, to ja na nikogo się nie obrażę i do nikogo nie będę miał pretensji. Te wiatraki – jeśli w ogóle powstaną – to dopiero za około siedem lat. Możliwe, że wówczas mnie już nie będzie. Mój interes jest żaden i w żaden sposób nie może decydować o decyzji Rady – zaznacza Artur Balazs. Były Minister mówi jednak, że ma w tym aspekcie różne refleksje. Jednocześnie zwraca uwagę na skalę i profesjonalizm działań prowadzonych przeciwko inwestycji. – Kiedy widzę profesjonalnie wykonane billboardy, plakaty, za które trzeba sporo płacić – a wiem, co mówię, bo jako polityk to robiłem – to się zastanawiam i pytam niektórych z tych ludzi, którzy protestują – kto to finansuje. Każdy z nich mówi, że nie ma pojęcia.

Polityczna gra wokół wiatraków

Były minister nie ukrywa, że w jego ocenie temat wiatraków stał się narzędziem do budowania politycznego kapitału. Wprost wskazuje na Waldemara Dubrawskiego. Mam tu na myśli motyw, który dziś się pojawia, ale tak naprawdę jest znany od wielu lat. Mianowicie Waldemar Dubrawski, który wielokrotnie kandydował na burmistrza i zawsze przegrywał wybory, uznał, że cała sytuacja związana z wiatrakami jest sprzyjająca do wywołania awanturymówi Balazs Upowszechnianie tego tematu, w połączeniu z brakiem świadomości ludzi, miałoby doprowadzić do referendum i próby odwołania obecnie wybranych władz. Warto sobie jednak postawić pytanie, czy jest to wystarczający pretekst, żeby wysadzać wiatraki, żeby Dubrawski miał być burmistrzem – dodaje.

„Przez lata pomogłem tej gminie”

Artur Balazs w rozmowie z naszą redakcją wraca do swojej wieloletniej aktywności na rzecz gminy i jej mieszkańców.Przez lata pomogłem gminie Wolin i jej mieszkańcom. Szukałem miejsc, inwestorów, którzy pomagali współfinansować różne inicjatywy. Czasami sięgałem do własnej kieszeni i z własnych środków finansowałem różnego rodzaju akcje czy działania. Także te, na które gminy nie było stać dajmy na to, piłkę nożną. Nie mówię tu o tysiącach, ale o setkach tysięcy złotych. Dziś warto się spytać tych, którzy są inicjatorami ataków, robią taką awanturę, ile oni rzeczywiście dla tej gminy zrobili? W czym pomogli? Czego oni dokonali, jak pomagali zwykłym obywatelom? Bo ja mogę powiedzieć dzisiaj z czystym sumieniem o tym, że jakby zrobić pewną sumę zdarzeń, to bilans jest pozytywny.mówi były minister.

Artur Balazs przywołuje również swoje wcześniejsze doświadczenia związane z próbami pozyskiwania inwestorów dla gminy. Jak podkreśla około 25 lat temu prowadził rozmowy z podmiotami zainteresowanymi zakupem pozostałości po dawnej fabryce domów i uruchomieniem w tym miejscu dużej przetwórni produktów rolnych. Projekt ten ostatecznie nie doszedł do skutku po tym, jak – jak relacjonuje – pojawiły się plotki sugerujące, że inwestycja miałaby wiązać się z „sprowadzaniem Żydów”, co skłoniło go do wycofania się z dalszych działań, mimo dobrych relacji z ówczesnymi władzami.

Podobny scenariusz – według Balazsa – powtórzył się kilkanaście lat później w przypadku pomysłu zagospodarowania elewatorów zbożowych, które do dziś stoją niewykorzystane i niszczeją. Wówczas również, jak twierdzi, pojawiła się narracja, że jego celem byłby wykup obiektu i narzucanie rolnikom cen zbóż, co miało skutkować rzekomym wykorzystywaniem lokalnego środowiska. Także ten projekt został przez niego porzucony.

Zdaniem byłego ministra, gdyby choć część proponowanych przez niego inicjatyw została wówczas zrealizowana, samorząd otrzymałby duży zastrzyk finansowy. Zamiast tego – jak ocenia – po tamtych pomysłach pozostały jedynie opuszczone obiekty, które stały się „pomnikami” zmarnowanych szans oraz symbolem niewykorzystanego potencjału rozwojowego gminy.

Warto się więc zastanowić, czy od razu niweczyć kolejną inicjatywę. Ja w tej sprawie na nikogo nie będę naciskał. Jest to mi to obojętne co się wydarzy. Natomiast jeśli ktoś myśli, że po wycofaniu się z tych wiatraków Pan Waldemar Dubrawski także wycofa się z atakowania Pani Burmistrz i będzie grzecznie wszystkiemu się przyglądał to jest w błędzie. Ten człowiek nigdy nie odpuści. Dlatego trzeba się kierować interesem Mieszkańców, Gminy oraz co najważniejsze interesem Państwa. Warto to wszystko przypomnieć i powiedzieć, że ktoś chce zbić na tym polityczny kapitałpodsumowuje Balazs.