Ponad dwa tysiące nauczycieli i pracowników oświaty protestowało w poniedziałek, 31 sierpnia, przed Kancelarią Prezesa Rady Ministrów w Warszawie. Związek Nauczycielstwa Polskiego domaga się przede wszystkim zdecydowanie wyższych wynagrodzeń oraz systemowego powiązania nauczycielskich pensji ze średnimi zarobkami w gospodarce. Dzisiejsza manifestacja może nie być końcem protestów. ZNP nie wyklucza rozpoczęcia procedury, która w kolejnych miesiącach mogłaby doprowadzić nawet do strajku.

„Politycy do tablicy!”, „Dość obietnic, czas na czyny!” czy „Grzecznie to już było!” – takie hasła pojawiły się w poniedziałek przed siedzibą premiera. Protestujący przynieśli ze sobą również czerwone kartki, które symbolicznie pokazali rządzącym. Według relacji organizatorów w manifestacji uczestniczyło ponad dwa tysiące osób z całej Polski.

Głównym punktem sporu pozostają pieniądze. W przyjętym przez rząd projekcie budżetu państwa na 2027 rok przewidziano środki na 3-procentowy wzrost wynagrodzeń nauczycieli. ZNP uważa taką skalę podwyżki za zdecydowanie niewystarczającą i żąda wzrostu wynagrodzeń o 15 procent.

Pensje mają być powiązane ze średnią krajową

Związkowcy nie chcą jednak wyłącznie jednorazowej podwyżki. Najważniejszym postulatem jest zmiana całego sposobu ustalania wynagrodzeń nauczycieli.

ZNP chce uchwalenia obywatelskiego projektu „Godne płace i wysoki prestiż nauczycieli”, który zakłada powiązanie nauczycielskich wynagrodzeń z przeciętnym wynagrodzeniem w gospodarce. Dzięki temu wysokość pensji nie byłaby każdego roku uzależniona przede wszystkim od decyzji politycznej i zapisanej w budżecie kwoty bazowej.

Projekt poparło ponad 250 tys. obywateli. Pierwotnie trafił do Sejmu jeszcze w 2021 roku. W obecnej kadencji pierwsze czytanie odbyło się ponownie w styczniu 2024 roku, jednak później projekt trafił do prac w komisji i podkomisji. Związkowcy zarzucają rządzącym, że prace praktycznie stanęły.

ZNP przypomina przy tym deklaracje składane przed wyborami w 2023 roku przez przedstawicieli dzisiejszej koalicji rządowej oraz słowa premiera Donalda Tuska z listopada 2024 roku, kiedy zapowiadał przyspieszenie prac nad projektem.

Nie chodzi tylko o podwyżki

Lista postulatów jest znacznie dłuższa. Związek domaga się także zwiększenia różnicy pomiędzy wynagrodzeniem nauczyciela początkującego i mianowanego.

Nauczyciele oczekują również zmian dotyczących świadczeń kompensacyjnych, postępowań dyscyplinarnych, awansu zawodowego, rozliczania godzin ponadwymiarowych oraz pracy podczas szkolnych wycieczek. Osobnym postulatem jest odbudowanie – jak określa to ZNP – prestiżu zawodu nauczyciela.

Związkowcy zwracają uwagę, że wynagrodzenie zasadnicze początkującego nauczyciela jest obecnie tylko o 502 zł wyższe od płacy minimalnej. Ich zdaniem taki poziom wynagrodzeń sprawia, że szkoły mają coraz większy problem z pozyskiwaniem młodych pracowników.

Podczas poniedziałkowej demonstracji prezes ZNP Sławomir Broniarz przekonywał również, że szkoła nie może funkcjonować wyłącznie dzięki dodatkowemu zaangażowaniu nauczycieli i ich gotowości do podejmowania kolejnych obowiązków.

Co dalej? We wrześniu możliwy spór zbiorowy

ZNP przygotował harmonogram kolejnych działań aż do końca roku. Szczegóły nie zostały jeszcze ujawnione. Wiadomo jednak, że we wrześniu Zarząd Główny ZNP ma zająć się możliwością wejścia w spór zbiorowy, jeśli po poniedziałkowej manifestacji nie pojawią się konkretne rozmowy i rozwiązania.

To właśnie spór zbiorowy może otworzyć drogę do znacznie poważniejszej formy protestu – strajku.

Nie oznacza to jednak, że nauczyciele z dnia na dzień przestaną prowadzić lekcje. Procedura jest skomplikowana. W poszczególnych placówkach trzeba przedstawić żądania pracodawcy, przeprowadzić rokowania, a w razie braku porozumienia – mediacje. Następnym etapem może być referendum strajkowe. Przepisy pozwalają także na przeprowadzenie dwugodzinnego strajku ostrzegawczego. Dopiero później możliwy jest pełny strajk.