Praca zdalna może wrócić do europejskiej debaty, ale nie z powodu pandemii. Tym razem Bruksela ma traktować home office jako możliwe remedium na drogi prąd, ogrzewanie biur i rosnące ceny nośników energii. Mniej osób w biurach oznaczałoby mniejsze zużycie energii, a mniej codziennych dojazdów – także niższe zapotrzebowanie na paliwo.

Według doniesień medialnych Komisja Europejska analizuje rozwiązania, które mogłyby pomóc państwom członkowskim zmniejszyć zapotrzebowanie na energię. Jednym z pomysłów ma być skierowanie części pracowników do pracy zdalnej – nawet jeden dzień w tygodniu, oczywiście tam, gdzie pozwala na to charakter wykonywanych obowiązków.

To oznaczałoby powrót do mechanizmu dobrze znanego z czasów pandemii, ale z zupełnie innym uzasadnieniem. Wtedy chodziło przede wszystkim o bezpieczeństwo sanitarne. Teraz praca z domu miałaby być receptą na drogie nośniki energii i rosnące koszty funkcjonowania biur.

Logika Brukseli ma być prosta: mniej osób w biurach to mniejsze zużycie energii elektrycznej, ogrzewania i klimatyzacji. Mniej codziennych dojazdów to z kolei mniejsze zapotrzebowanie na paliwo. Home office nie byłby więc traktowany wyłącznie jako wygoda dla pracowników, ale jako element szerszej strategii oszczędzania energii.

Tło sprawy jest poważne. Jak podaje „Fakt”, po wzroście napięć na Bliskim Wschodzie ceny ropy znów mocno poszły w górę. 29 kwietnia ropa Brent miała osiągnąć poziom 122,5 dolara za baryłkę, najwyższy od czerwca 2022 roku. W scenariuszu dalszych problemów z dostawami surowca analitycy nie wykluczają jeszcze wyższych cen.

Na razie nie ma jednak mowy o przesądzonej decyzji. Pomysł pracy zdalnej w skali całej Unii Europejskiej może napotkać liczne przeszkody prawne i organizacyjne. Szczególnie trudna jest sytuacja pracowników transgranicznych, którzy na co dzień pracują w jednym kraju, a mieszkają w innym. W przypadku Luksemburga chodzi o ponad 220 tysięcy takich osób, dla których praca zdalna wiąże się z kwestiami podatkowymi i ubezpieczeniowymi.