
W urzędniczym języku ma to być „uszczelnienie systemu” i walka z podatkową optymalizacją. Dla tysięcy drobnych przedsiębiorców może to jednak oznaczać zwyczajne sięgnięcie głębiej do kieszeni. Rządowy projekt przewiduje, że samozatrudnieni, którzy nie mają pracownika na etacie, po przekroczeniu 100 tys. zł przychodu stracą prawo do 8,5-procentowej stawki ryczałtu od nadwyżki. Zapłacą aż 15 procent.
Ministerstwo Finansów przygotowało szeroką nowelizację ustaw o PIT, CIT oraz ryczałcie od przychodów ewidencjonowanych. Dokument oznaczony numerem UD116 nadal jest projektem i nie został jeszcze uchwalony. Rząd planuje jednak przyjąć go w trzecim kwartale 2026 roku, a większość nowych przepisów miałaby zacząć obowiązywać od 1 stycznia 2027 roku.
Największe emocje budzi propozycja dotycząca przedsiębiorców świadczących usługi objęte obecnie ryczałtem w wysokości 8,5 proc. Po zmianach stawka ta obowiązywałaby tylko do 100 tys. zł rocznego przychodu. Od każdej złotówki powyżej tego progu samozatrudniony miałby płacić 15 proc., chyba że zatrudnia co najmniej jednego pracownika na podstawie umowy o pracę – w wymiarze odpowiadającym pełnemu etatowi i zasadniczo przez cały okres prowadzenia działalności w danym roku.
Umowa zlecenie, umowa o dzieło czy współpraca B2B nie wystarczą. Rząd premiuje wyłącznie zatrudnienie pracownicze. W efekcie nawet firma, która korzysta z pomocy kilku współpracowników, może zostać potraktowana tak samo jak działalność prowadzona całkowicie samodzielnie.
Podatkowa kara za efektywną pracę
Ministerstwo tłumaczy, że obecna stawka 8,5 proc. przysługuje przedsiębiorcom niezależnie od ponoszonych przez nich kosztów, w tym kosztów zatrudnienia. Dlatego resort chce uzależnić zachowanie niższego ryczałtu od utworzenia etatu. Krytycy wskazują jednak, że nie każda działalność potrzebuje dodatkowego pracownika. Fotograf, fryzjer, mechanik, krawcowa, zegarmistrz czy samodzielny specjalista wykonujący usługi przez internet nie musi zatrudniać nikogo tylko po to, żeby spełnić podatkowy warunek.
Skala podwyżki może być dotkliwa. Przedsiębiorca osiągający 200 tys. zł przychodu z usług objętych stawką 8,5 proc. płaciłby – licząc wyłącznie nominalne stawki i pomijając składki oraz odliczenia – 17 tys. zł ryczałtu. Po zmianach byłoby to 8,5 tys. zł od pierwszych 100 tys. zł i 15 tys. zł od kolejnych 100 tys. zł. Łącznie 23,5 tys. zł, czyli o 6,5 tys. zł więcej.
Nie będzie przy tym miało znaczenia, że przedsiębiorca ponosi wysokie koszty paliwa, energii, wynajmu lokalu, części, materiałów czy sprzętu. Ryczałt naliczany jest od przychodu, a nie od rzeczywistego zysku. Firma może więc obracać dużymi kwotami, a jednocześnie zarabiać stosunkowo niewiele.
Rzemieślnicy: rząd chce ratować budżet naszym kosztem
Zmiany ostro skrytykował Związek Rzemiosła Polskiego. Organizacja wskazała, że próg 100 tys. zł jest bardzo niski i szczególnie uderzy w działalności o małych marżach. Zdaniem ZRP rząd, zamiast przeprowadzić kompleksową reformę systemu, próbuje poprawiać sytuację budżetu poprzez zwiększenie wpływów od drobnych rzemieślników. Związek domaga się wycofania podwyżki albo przynajmniej podniesienia progu do 300 tys. zł.
Krajowa Izba Gospodarcza również ocenia propozycję jako bezpośrednie uderzenie w sektor usługowy, rodzinne firmy, mikroprzedsiębiorców oraz specjalistów pracujących na kontraktach B2B. Według KIG nowe zasady mogą zmuszać przedsiębiorców do tworzenia etatów wyłącznie ze względów podatkowych, nawet gdy takie zatrudnienie nie ma żadnego ekonomicznego uzasadnienia.
Projekt obejmuje też inne rozliczenia. Nadwyżka ponad 100 tys. zł z najmu lub dzierżawy świadczonych na rzecz podmiotu powiązanego, na przykład własnej spółki, miałaby zostać objęta stawką 15 proc. Przewidziano również wyższe opodatkowanie niektórych przychodów związanych z prawami własności intelektualnej.
Na razie przepisy nie są jeszcze obowiązującym prawem i mogą zostać zmienione podczas dalszych prac rządu i parlamentu. Kierunek jest jednak jasny: osoba, która stworzyła sobie samodzielne miejsce pracy i nie potrzebuje pracownika, ma zapłacić wyższy podatek. Rząd nazywa to uszczelnianiem systemu. Dla samozatrudnionych może to być po prostu kolejne podatkowe łupienie.
















4 komentarzy
Anonim mówi:
lip 21, 2026
o godzinie 17:15
Ten rząd niech już się za nic nie bierze!
Dość tej kompromitacji frajerskiej kałolicji 13 grudnia!!!
Nic absolutnie nic te łajzy nie zrobiły nic dobrego dla Polski i Polaków.
Nawet Ukraińcy, Francuzi i Niemcy rządzą się w naszym kraju bez naszej zgody i udziału w nowej koalicji obronnej – SKANDAL !!! Tusk ty zakuty łbie razem ze swoją zgniłą elitą rozwaliliście wszystko dosłownie wszystko.
Jedno słowo dla tej władzy – wypierdalać!!!!!!!!!!!
Gostynianin mówi:
lip 21, 2026
o godzinie 16:36
Ten rząd z Tuskiem na czele za wszystko się w Polsce wziął i się bierze czego dotknie to zepsuje i wiele już zepsuł.
PRACUŚ mówi:
lip 21, 2026
o godzinie 13:24
NAJWIĘKSZYM BUBLEM SYSTEMU kSEF JEST BRAK ROZWIAZANIA NA LINI WYKONAWCA -OSOBA FIZYCZNA ,W CELU DOSTARCZENIA FAKTURY ZA WYKONANĄ USŁUGĘ !
Anonim mówi:
lip 21, 2026
o godzinie 13:08
oj, niech nie płaczą, jeszcze za Krus niech w końcu się wezmą !