Unia Europejska pracuje nad zmianami w systemie badań technicznych pojazdów, które mogą wyraźnie zaostrzyć zasady dopuszczania aut do ruchu. Jeśli projekt wejdzie w życie, diagnosta nie ograniczy się już tylko do podstawowej kontroli stanu technicznego. Pod lupę mają trafić także elementy elektroniki pokładowej oraz ewentualne modyfikacje wprowadzone przez właściciela.

Dziś w Polsce negatywny wynik badania technicznego otrzymuje około 2,1 procent pojazdów. Po wdrożeniu nowych wymogów ten odsetek może znacząco wzrosnąć. I nie byłby to efekt uboczny, lecz świadomy cel nowych regulacji.

Jedną z najważniejszych zmian ma być wprowadzenie liczników cząstek stałych zamiast tradycyjnego pomiaru zadymienia. W praktyce oznacza to skuteczniejsze wykrywanie samochodów, w których usunięto filtr DPF lub GPF. To właśnie takie ingerencje mają być znacznie łatwiejsze do wychwycenia podczas okresowego badania technicznego.

Jeszcze dalej idą zapowiedzi dotyczące elektroniki pokładowej. Zgodnie z przedstawionymi założeniami diagnosta miałby uzyskać dostęp do systemów pojazdu i sprawdzać, czy właściciel nie wyłączył albo nie zmodyfikował fabrycznie zamontowanych funkcji. Chodzi między innymi o takie rozwiązania jak asystent pasa ruchu, automatyczne hamowanie awaryjne czy system start-stop. Jeśli producent wyposażył auto w określoną funkcję, jej dezaktywacja mogłaby w przyszłości oznaczać problem z zaliczeniem przeglądu.

To oznaczałoby istotną zmianę podejścia do własności samochodu. W praktyce auto miałoby być utrzymywane nie według decyzji właściciela, lecz zgodnie z konfiguracją zaakceptowaną przez regulatora. Nawet pozornie drobna zmiana, jak wyłączenie niektórych systemów wspomagania kierowcy, mogłaby zostać potraktowana jako techniczna niezgodność z przepisami.

Pojawiają się także pytania o dane zapisywane w elektronice pojazdu. Nowe rozwiązania mogłyby oznaczać, że podczas badania technicznego zbierane byłyby informacje o historii auta i jego modyfikacjach. Dla wielu kierowców to kolejny sygnał, że przegląd przestaje być wyłącznie oceną stanu technicznego, a zaczyna obejmować również kontrolę cyfrowej historii pojazdu.