
Unia Europejska pracuje nad zmianami w systemie badań technicznych pojazdów, które mogą wyraźnie zaostrzyć zasady dopuszczania aut do ruchu. Jeśli projekt wejdzie w życie, diagnosta nie ograniczy się już tylko do podstawowej kontroli stanu technicznego. Pod lupę mają trafić także elementy elektroniki pokładowej oraz ewentualne modyfikacje wprowadzone przez właściciela.
Dziś w Polsce negatywny wynik badania technicznego otrzymuje około 2,1 procent pojazdów. Po wdrożeniu nowych wymogów ten odsetek może znacząco wzrosnąć. I nie byłby to efekt uboczny, lecz świadomy cel nowych regulacji.
Jedną z najważniejszych zmian ma być wprowadzenie liczników cząstek stałych zamiast tradycyjnego pomiaru zadymienia. W praktyce oznacza to skuteczniejsze wykrywanie samochodów, w których usunięto filtr DPF lub GPF. To właśnie takie ingerencje mają być znacznie łatwiejsze do wychwycenia podczas okresowego badania technicznego.
Jeszcze dalej idą zapowiedzi dotyczące elektroniki pokładowej. Zgodnie z przedstawionymi założeniami diagnosta miałby uzyskać dostęp do systemów pojazdu i sprawdzać, czy właściciel nie wyłączył albo nie zmodyfikował fabrycznie zamontowanych funkcji. Chodzi między innymi o takie rozwiązania jak asystent pasa ruchu, automatyczne hamowanie awaryjne czy system start-stop. Jeśli producent wyposażył auto w określoną funkcję, jej dezaktywacja mogłaby w przyszłości oznaczać problem z zaliczeniem przeglądu.
To oznaczałoby istotną zmianę podejścia do własności samochodu. W praktyce auto miałoby być utrzymywane nie według decyzji właściciela, lecz zgodnie z konfiguracją zaakceptowaną przez regulatora. Nawet pozornie drobna zmiana, jak wyłączenie niektórych systemów wspomagania kierowcy, mogłaby zostać potraktowana jako techniczna niezgodność z przepisami.
Pojawiają się także pytania o dane zapisywane w elektronice pojazdu. Nowe rozwiązania mogłyby oznaczać, że podczas badania technicznego zbierane byłyby informacje o historii auta i jego modyfikacjach. Dla wielu kierowców to kolejny sygnał, że przegląd przestaje być wyłącznie oceną stanu technicznego, a zaczyna obejmować również kontrolę cyfrowej historii pojazdu.













10 komentarzy
Anonim mówi:
kwi 16, 2026
o godzinie 15:53
Potem się dziwią że ludzie nie chcą Unii.
Banda darmozjadów z Brukseli.
Anonim mówi:
kwi 16, 2026
o godzinie 14:28
To wszystko fikcja. Dopóki właściciel stacji walczy o klienta, pojazdy będą badane z przymrużeniem oka. Nie zaliczysz mi przeglądu, więcej do ciebie nie przyjadę. Konkurencja zaliczy mi badanie bez robienia problemu.
Anonim mówi:
kwi 16, 2026
o godzinie 13:56
Śmieszni są. Kto dostosuje stacje diagnostyczne do takich badań, kto za to zapłaci?
Anonim mówi:
kwi 16, 2026
o godzinie 13:40
Głupi, biedny i brzydki? I jeździsz wrakiem?
Anonim mówi:
kwi 16, 2026
o godzinie 13:36
Bardzo dobrze! Usuwać kombinowane wraki z dróg.
Odporny na dezinformację mówi:
kwi 16, 2026
o godzinie 12:29
Jeśli auto jest fabrycznie przystosowane do dezaktywacji określonych funkcji, ich wyłączenie, będzie całkowicie legalne i uprawnione. Co innego zewnętrza ingerencja użytkownika w system w sposób dezaktywujący te funkcje permanentnie.
Anonim mówi:
kwi 16, 2026
o godzinie 15:36
Zawsze zapominam wcisnąć i dezaktywować przcisk autostart. Ale przypomina mi się po pierwszym zatrzymaniu :) .
Anonim mówi:
kwi 16, 2026
o godzinie 12:20
Banda zachodnich homoseksualistów. Wszystko robią, żeby brać kredyty i kupować meleksy.
Anonim mówi:
kwi 16, 2026
o godzinie 12:18
A jak dpf mi zajebal silnik ktory byl w mojej budzie od taśmy produkcyjnej, a włozylem troche starszy, ale ten sam, który w przedlifcie wychodził bez DPF to co?
Gal Anonim mówi:
kwi 16, 2026
o godzinie 12:11
Niech wezmą rozpęd i wbiegną w ściane.