Czy jeden z najcenniejszych średniowiecznych zabytków znajdujących się obecnie w Kamieniu Pomorskim został przed ponad sześciuset laty zagubiony na zamku w Golczewie? Takiej możliwości nie można dziś potwierdzić, jednak historyczne związki biskupa Mikołaja Bocka von Schippenbeila z biskupstwem kamieńskim oraz burzliwe dzieje golczewskiej warowni sprawiają, że ta hipoteza zasługuje na uwagę.

Złoty sygnet z umieszczonym na nim typariuszem, czyli tłokiem służącym do odciskania pieczęci, został niedawno przekazany do Muzeum Historii Ziemi Kamieńskiej. Okoliczności jego odnalezienia oraz wcześniejsze losy nie zostały jednak publicznie ujawnione. Wiadomo jedynie, że zabytek trafił do muzeum od prywatnego, anonimowego darczyńcy.

Ponad 600 lat historii zamknięte w złotym pierścieniu

Sygnet należał do Mikołaja Bocka von Schippenbeila – biskupa chełmińskiego, a następnie, od 1398 roku, biskupa kamieńskiego. Wcześniej był jednym z najważniejszych dyplomatów Zakonu Krzyżackiego, reprezentującym jego interesy przed papieską kurią w Rzymie.

Pierścień wykonano z litego złota. Waży 10,43 grama, a jego górną część tworzy sześciokątny typariusz o wymiarach 12 na 13 milimetrów. Umieszczony na nim gotycki napis można odczytać jako „pieczęć Mikołaja, biskupa chełmińskiego”. Na obrączce znajdują się także przedstawienia drapieżnych zwierząt – prawdopodobnie lwów lub panter.

Muzealnicy podkreślają, że w europejskich kolekcjach nie są znane bezpośrednie analogie dla tego rodzaju złotego sygnetu biskupiego. To sprawia, że niewielki pierścień jest zabytkiem o wyjątkowej wartości nie tylko dla Kamienia Pomorskiego, ale również dla historii całej średniowiecznej Europy.

Golczewo było ważnym punktem biskupstwa kamieńskiego

Dlaczego jednym z możliwych miejsc zagubienia sygnetu miałby być właśnie zamek w Golczewie?

Warownia przez stulecia pozostawała ściśle związana z biskupami i kapitułą kamieńską. Zamek został zakupiony przez biskupstwo już na początku XIV wieku. Nie pełnił wyłącznie funkcji obronnej. Był również ważnym ośrodkiem administracyjnym i gospodarczym, położonym na szlaku pomiędzy Kamieniem Pomorskim a południową częścią kościelnego władztwa.

Sytuacja własnościowa zamku była jednak skomplikowana. Warownię wielokrotnie zastawiano, przekazywano wierzycielom i odzyskiwano w wyniku kolejnych procesów. Oznacza to, że nie zawsze znajdowała się ona bezpośrednio pod zarządem urzędującego biskupa.

Nie ma również znanego dokumentu, który jednoznacznie potwierdzałby pobyt Mikołaja Bocka von Schippenbeila na zamku w Golczewie. Jako zwierzchnik diecezji mógł jednak odwiedzać obiekt, prowadzić tam rozmowy lub korzystać z niego przy wykonywaniu obowiązków. Sam związek zamku z biskupstwem pozostaje bezsporny.

Zamek stał się przedmiotem wielkiego konfliktu

Golczewska warownia odegrała szczególną rolę właśnie w czasach Mikołaja Bocka von Schippenbeila.

W 1402 roku zamek przejęli Flemmingowie, którzy byli wierzycielami biskupstwa. Zrzekli się roszczeń do długu wynoszącego 6000 marek w zamian za objęcie majątku. Cztery lata później sprzedali warownię za znacznie wyższą cenę księciu Bogusławowi VIII – politycznemu przeciwnikowi biskupów kamieńskich.

Dla Mikołaja Bocka von Schippenbeila oznaczało to utratę wpływu na jeden z ważnych punktów biskupstwa. Konflikt z Bogusławem VIII miał nie tylko charakter majątkowy, ale również polityczny i kościelny. Biskup uzyskał nawet bullę papieską oddającą diecezję pod opiekę Zakonu Krzyżackiego, a na księcia została nałożona klątwa.

Spór nie zakończył się wraz ze śmiercią Mikołaja. Był później rozpatrywany podczas Soboru w Konstancji, a w próby jego rozwiązania zaangażował się cesarz Zygmunt Luksemburski. Ostatecznie kapituła odzyskała zamek dopiero w 1436 roku.

Właśnie ten burzliwy okres stanowi jeden z argumentów przemawiających za możliwością związania sygnetu z Golczewem. Biskup mógł przebywać w warowni przed przejęciem jej przez Flemmingów, podczas podejmowania działań dotyczących zadłużonego majątku albo w związku z narastającym konfliktem.

Nie jest to jednak dowód na to, że właśnie tam zgubił swój pierścień.

Czy sygnet odnaleziono podczas wykopalisk?

Dodatkowym elementem rozbudzającym wyobraźnię są badania archeologiczne prowadzone na Wzgórzu Zamkowym w Golczewie w latach siedemdziesiątych XX wieku.

Archeolodzy ze Szczecina odsłonili wtedy relikty dawnej warowni i rozpoznali kolejne fazy jej rozbudowy z XIV, XV i XVI wieku. Po zakończeniu prac większość odkrytych murów ponownie zasypano, a teren uporządkowano i przystosowano do zwiedzania.

Nie ma jednak obecnie publicznie dostępnego dokumentu ani potwierdzonej informacji, że podczas tych prac znaleziono złoty sygnet Mikołaja Bocka von Schippenbeila. Łączenie zabytku bezpośrednio z wykopaliskami z lat siedemdziesiątych pozostaje więc wyłącznie przypuszczeniem.

Niewykluczone, że dokładniejszą odpowiedź mogłaby przynieść ponowna analiza dokumentacji dawnych badań archeologicznych, spisów zabytków oraz informacji dotyczących późniejszych losów przedmiotów odkrywanych na terenie zamku.

Kamień Pomorski pozostaje równie prawdopodobny

Golczewo nie jest oczywiście jedynym miejscem, w którym biskup mógł utracić sygnet.

Naturalnym tropem pozostaje Kamień Pomorski – główna siedziba diecezji, miejsce funkcjonowania kapituły katedralnej i centrum kościelnej administracji. Mikołaj Bock von Schippenbeil podróżował również po rozległym władztwie biskupim, przebywał w Rzymie i uczestniczył w licznych misjach dyplomatycznych. Pierścień mógł zostać zgubiony w jednej z rezydencji, podczas podróży albo w zupełnie innym miejscu związanym z jego działalnością.

Ostatni znany dokument biskup wystawił w Myśliborzu. Przypuszcza się, że właśnie tam mógł zostać pochowany, jednak dokładne miejsce jego grobu nie jest dziś znane.

Czy typariusz mógł pochodzić z grobu biskupa?

Wśród rozważanych możliwości może pojawić się także hipoteza, że pierścień pochodził z grobu duchownego. Wydaje się ona jednak słabsza niż teoria o przypadkowym zagubieniu.

Typariusze nie były jedynie ozdobami. Służyły do uwierzytelniania dokumentów i stanowiły odpowiednik osobistego podpisu właściciela. Związek między konkretną osobą a jej tłokiem pieczętnym był tak silny, że po śmierci właściciela typariusze często celowo niszczono, aby uniemożliwić ich dalsze używanie i fałszowanie dokumentów.

Złoty sygnet mógł więc zostać zgubiony jeszcze za życia biskupa, ukryty w niespokojnych czasach albo przejęty przez osobę, która nie zdecydowała się go przetopić.

Tajemnica wciąż czeka na rozwiązanie

Czy Mikołaj Bock von Schippenbeil zgubił swój złoty typariusz na zamku w Golczewie? Dziś nie można udzielić jednoznacznej odpowiedzi.

Historyczny związek biskupstwa z golczewską warownią, konflikt o zamek rozgrywający się w czasach Mikołaja oraz prowadzone tam przed laty badania archeologiczne sprawiają, że jest to interesująca hipoteza. Nie wolno jednak przedstawiać jej jako potwierdzonego faktu.

Dopóki nie zostanie ujawnione miejsce odnalezienia zabytku lub nie pojawią się nowe dokumenty dotyczące jego wcześniejszych losów, złoty sygnet będzie skrywał swoją najważniejszą tajemnicę.

Być może odpowiedź znajduje się w archiwach dawnych badań archeologicznych. Być może przedmiot rzeczywiście przeleżał przez stulecia na Wzgórzu Zamkowym w Golczewie. Równie dobrze mógł jednak zostać zagubiony w Kamieniu Pomorskim, Myśliborzu albo podczas jednej z licznych podróży średniowiecznego biskupa.

Pewne pozostaje jedno – po ponad sześciuset latach wyjątkowy zabytek powrócił do miejsca najmocniej związanego z działalnością swojego właściciela i dziś można go oglądać w Muzeum Historii Ziemi Kamieńskiej.

Źródło:
Grzegorz Kurka
MHZK