Od niewielkiego grodziska nad jeziorem Śniatowskim do legendarnej Troi. Historia Rudolfa Virchowa pokazuje, że wielkie odkrycia archeologiczne nie zawsze zaczynają się od złota i królewskich grobowców. Czasem ich początkiem są fragmenty ceramiki, kościane szydła i ślady drewnianych konstrukcji ukryte w ziemi pomorskiego grodziska.

To druga część historii z cyklu „Zatarte ślady przeszłości”, poświęconej Rudolfowi Virchowowi – wybitnemu lekarzowi, antropologowi i badaczowi, który w 1868 roku prowadził badania wczesnośredniowiecznego grodziska w Garzu nad jeziorem Śniatowskim.

Kilka lat później ten sam człowiek znalazł się tysiące kilometrów dalej, w samym centrum jednego z najsłynniejszych przedsięwzięć archeologicznych XIX wieku. U boku Heinricha Schliemanna obserwował odkrywanie kolejnych warstw starożytnej Troi.

Schliemann spełnia marzenie o Troi

Heinrich Schliemann przez wiele lat zajmował się handlem i zgromadził znaczny majątek. Dzięki temu mógł później poświęcić się swojej największej pasji – poszukiwaniu miejsc znanych z poematów Homera. W 1871 roku rozpoczął wykopaliska na wzgórzu Hisarlık w północno-zachodniej Anatolii. Badania szybko przyniosły sensacyjne rezultaty. Odkryto tam pozostałości kolejnych miast wznoszonych jedno na drugim.

Największą sławę przyniósł Schliemannowi tzw. „Skarb Priama” – zbiór złotych i srebrnych przedmiotów, który badacz powiązał z legendarnym królem Troi. Jeszcze większy rozgłos zdobył po wykopaliskach w Mykenach w 1876 roku. Odkrył tam królewskie groby szybowe wypełnione złotą biżuterią, bronią ceremonialną, naczyniami oraz słynnymi złotymi maskami grobowymi. Najbardziej znana z nich przeszła do historii jako „maska Agamemnona”.

Na pierwszy rzut oka trudno było znaleźć dwóch bardziej różnych badaczy. Schliemann szukał miejsc opisanych przez Homera i wydobywał z ziemi złoto. Virchow badał pomorskie grodziska, fragmenty naczyń, przęśliki, kościane szydła czy kości zwierzęce. Łączyło ich jednak przekonanie, że każdy przedmiot pozostawiony przez człowieka może być źródłem wiedzy o przeszłości.

Virchow jedzie do Troi

Drogi obu uczonych przecięły się w latach 70. XIX wieku. Z czasem połączyła ich nie tylko nauka, ale także prawdziwa przyjaźń. Schliemann doskonale wiedział, jak wielkim autorytetem naukowym był Rudolf Virchow. Zaprosił go więc do udziału w swoich badaniach.

W 1879 roku Virchow zdecydował się przyjąć propozycję.

„Na początku roku 1879 postanowiłem przyjąć usilne zaproszenia Schliemanna do odwiedzenia Troady” – wspominał później.

Pod koniec marca Virchow oraz F. Bornouf, związany z École Française d’Athènes, przybyli do Aten, a następnie udali się do Troi.

Schliemann liczył nie tylko na obecność wybitnego uczonego. Chciał, aby Virchow badał odkrywane szczątki ludzkie i uczestniczył w naukowej ocenie znalezisk. Autorytet berlińskiego profesora miał ogromne znaczenie dla wiarygodności prowadzonych wykopalisk.

Przyjaźń dwóch niezwykłych ludzi

Schliemann i Virchow byli niemal rówieśnikami. Obaj byli również niewysokiego wzrostu, ale zdecydowanie nie brakowało im wielkich ambicji i naukowej ciekawości. Szybko znaleźli wspólny język.

Virchow stał się jednym z niewielu ludzi, których krytykę Schliemann naprawdę brał pod uwagę. Jego opinia miała dla odkrywcy Troi szczególne znaczenie również wtedy, gdy była krytyczna.

Współpraca zrobiła na Schliemannie tak duże wrażenie, że zaproponował Virchowowi stały udział w kolejnych przedsięwzięciach archeologicznych.

Chciał razem z nim prowadzić wykopaliska między innymi w Troi, Tirynsie, Sparcie i Delfach. Był nawet gotowy zapewnić mu wynagrodzenie odpowiadające profesorskiej pensji. Virchow odmówił.

Nie zamierzał porzucać swoich obowiązków naukowych i akademickich. Nie zakończyło to jednak ich przyjaźni. Do dziś świadczy o niej niezwykła korespondencja obu badaczy, obejmująca około 600 listów. Pisali w nich nie tylko o archeologii. Rozmawiali o rodzinach, zdrowiu, chorobach czy wydarzeniach politycznych. Ich relacja znacznie wykraczała poza zwykłą współpracę naukową.

„To Iliada prowadzi nas do Troi”

Pobyt w Troi zrobił na Virchowie ogromne wrażenie.

„Podróż do Troi! Jak wiele głów obraca się na samą myśl o niej. To Iliada prowadzi nas do Troi” – pisał.

Dla wybitnego lekarza i naukowca, wychowanego na klasycznej literaturze, możliwość zobaczenia miejsca kojarzonego z opowieścią Homera była niezwykłym przeżyciem.

Jeszcze bardziej wymownie opisywał moment odkrywania kolejnych warstw miasta.

„Miałem wyjątkową sposobność być jednym z nielicznych naocznych świadków ostatnich wykopalisk na Hisarliku i zobaczyć, jak »Spalone Miasto« wyłania się ze zwałów ziemi nagromadzonych przez minione wieki”.

Virchow nie był jednak tylko obserwatorem. Badał szczątki ludzkie, analizował znaleziska, prowadził obserwacje geologiczne i antropologiczne, opisywał krajobraz Troady, a jako lekarz pomagał również robotnikom zatrudnionym przy wykopaliskach.

Wszystko zaczęło się nad jeziorem Śniatowskim

Na pierwszy rzut oka Rudolf Virchow i Heinrich Schliemann należeli do dwóch zupełnie różnych światów. Jeden był lekarzem, antropologiem i profesorem. Drugi – przedsiębiorcą, samoukiem i człowiekiem, który postanowił odnaleźć miejsca znane z opowieści Homera.

Jeden pochylał się nad fragmentem glinianego naczynia albo kościanym szydłem znalezionym na pomorskim grodzisku. Drugi wydobywał złote maski Myken i słynny Skarb Priama. Łączyła ich jednak ciekawość przeszłości. I właśnie dlatego historia Rudolfa Virchowa jest tak niezwykła.

W 1868 roku badał wały grodziska nad jeziorem Śniatowskim, pozostałości drewnianych konstrukcji i przedmioty należące do ludzi zamieszkujących przed wiekami Pomorze. Nie było tam królewskich grobowców ani wielkich skarbów. Były skorupy naczyń, żarna, przęśliki, szydła i kości zwierzęce.

Kilka lat później ten sam człowiek stał na wzgórzu Hisarlık i obserwował, jak spod ziemi wyłaniają się pozostałości jednej z najbardziej legendarnych osad starożytnego świata.

Od Garzu do Troi prowadziła droga licząca tysiące kilometrów, ale łączyła ją jedna idea – przekonanie, że nawet najmniejszy ślad pozostawiony przez człowieka może opowiedzieć wielką historię.

Dziś, patrząc na zachowane wały grodziska w Garzu, trudno uwierzyć, że miejsce to związane jest z człowiekiem, który później znalazł się w centrum jednego z najgłośniejszych rozdziałów XIX-wiecznej archeologii.

Grzegorz Kurka