Dla tysięcy Polaków wielogodzinna podróż pociągiem to codzienność. Dla posła Koalicji Obywatelskiej Artura Łąckiego okazała się jednak wydarzeniem na tyle wyjątkowym, że postanowił poinformować o nim całą Polskę.

Parlamentarzysta poskarżył się w mediach społecznościowych, że po likwidacji połączeń lotniczych ze Szczecina do Warszawy musiał wybrać podróż koleją. Jak napisał, ruszył z Kołobrzegu przez Gdańsk na posiedzenie Sejmu, zapowiadając przy tym interwencję u wiceministra infrastruktury Piotra Malepszaka.

Wpis błyskawicznie rozszedł się po internecie. Zamiast współczucia pojawiły się jednak żarty i ironiczne komentarze. Wielu internautów zwracało uwagę, że miliony Polaków od lat dojeżdżają do pracy pociągami, autobusami czy z przesiadkami i nie traktują tego jako wydarzenia wymagającego interwencji ministra.

Do kpin dołączyli również politycy. Paulina Matysiak napisała krótko: „Artur, dasz radę”, a Waldemar Buda ironizował, że poseł „podjął się rzeczy nieprawdopodobnej – jedzie pociągiem”. Łącki nie zamierzał jednak odpuszczać. Gdy internet zalała fala komentarzy, odpowiedział krótko: „W sieci słychać wycie? Znakomicie.”

Cała sytuacja wywołała dyskusję nie tylko o wykluczeniu komunikacyjnym Pomorza Zachodniego, ale również o tym, czy naprawdę największym problemem parlamentarzysty powinno być to, że zamiast samolotem musiał pojechać do pracy… pociągiem. Dla wielu komentujących taki wpis był dowodem na spore oderwanie od codzienności przeciętnego pasażera kolei.