
Donald Tusk twierdzi, że decyzja Karola Nawrockiego uniemożliwiła opodatkowanie nadzwyczajnych zysków koncernów paliwowych i zdobycie pieniędzy na walkę z wysokimi cenami na stacjach. Sprawa nie jest jednak tak jednoznaczna, jak przedstawia ją premier. Prezydent nie zawetował ustawy, lecz skierował ją do Trybunału Konstytucyjnego, wskazując, że nowe przepisy miały działać wstecz.
– Prezydent Karol Nawrocki zablokował ustawę, która pozwalała opodatkować gigantyczne zyski koncernów paliwowych, dzięki czemu można było sfinansować tańsze paliwa na stacjach. Pamiętajcie o tym przy dystrybutorach – napisał w sobotę na platformie X premier Donald Tusk.
Wpis szefa rządu wywołał kolejną ostrą wymianę zdań pomiędzy rządem a Pałacem Prezydenckim. Tusk sugeruje, że prezydent stanął po stronie koncernów paliwowych, jednak decyzja Karola Nawrockiego ma przede wszystkim wymiar prawny.
To nie było prezydenckie weto
Karol Nawrocki nie odrzucił ustawy definitywnie. Zdecydował o skierowaniu jej do Trybunału Konstytucyjnego w trybie kontroli prewencyjnej, czyli jeszcze przed podpisaniem i wejściem przepisów w życie.
Oznacza to, że Trybunał ma ocenić, czy ustawa jest zgodna z konstytucją. Dopiero od tego rozstrzygnięcia zależeć będą dalsze losy nowych przepisów. Stwierdzenie, że prezydent całkowicie „zablokował” możliwość opodatkowania koncernów, jest więc politycznym uproszczeniem.
Podatek miał objąć także wcześniejsze zyski
Najważniejsze zastrzeżenie prezydenta dotyczy zasady, zgodnie z którą prawo nie powinno działać wstecz.
Ustawa miała wejść w życie w sierpniu 2026 roku, ale obejmowałaby nadzwyczajne zyski osiągnięte przez firmy paliwowe już od 1 marca 2026 roku. Karol Nawrocki uznał, że przedsiębiorcy zostaliby opodatkowani według zasad, które nie obowiązywały jeszcze w momencie osiągania przez nich dochodów.
– Nie podpiszę ustawy, wobec której istnieją poważne wątpliwości konstytucyjne – argumentował prezydent, przypominając zasadę lex retro non agit, czyli zakaz działania prawa wstecz.
Nie jest to wyłącznie argument polityków związanych z Pałacem Prezydenckim. Wątpliwości dotyczące retroaktywności przepisów pojawiały się również podczas prac parlamentarnych.
Czy podatek rzeczywiście obniżyłby ceny paliw?
Ustawa przewidywała podatek wynoszący 60 procent podstawy opodatkowania nadzwyczajnych zysków osiąganych ze sprzedaży paliw. Rząd chciał w ten sposób odzyskać część pieniędzy przeznaczonych wcześniej na pakiet „Ceny Paliwa Niżej”.
Pakiet obejmował między innymi czasowe obniżenie VAT na paliwa z 23 do 8 procent, zmniejszenie akcyzy do minimalnego poziomu dopuszczanego przez Unię Europejską oraz mechanizm ustalania maksymalnych cen. Według rządowych zapowiedzi działania te miały obniżyć ceny o około 1,20 zł na litrze.
Sam podatek od koncernów nie oznaczałby jednak automatycznej obniżki cen na stacjach. Miał przede wszystkim zapewnić budżetowi pieniądze potrzebne do sfinansowania wcześniejszych ulg podatkowych i działań osłonowych.
Dlatego stwierdzenie premiera, że prezydent zatrzymał ustawę, „dzięki której można było sfinansować tańsze paliwa”, przedstawia tylko część całego mechanizmu.
Pałac Prezydencki ostrzega przed przerzuceniem kosztów
Karol Nawrocki wskazuje także na ekonomiczne ryzyko związane z nową daniną. Zdaniem prezydenta koncerny mogłyby próbować przerzucić część kosztów podatku na swoich klientów, podnosząc ceny hurtowe lub detaliczne.
W takim przypadku rachunek zapłaciliby nie tylko kierowcy, ale również firmy transportowe, rolnicy i przedsiębiorcy. Wzrost kosztów paliwa mógłby przełożyć się także na ceny przewożonych produktów.
Podobnie wypowiedział się szef gabinetu prezydenta Paweł Szefernaker. Wezwał rząd, aby zamiast nakładać kolejny podatek, ponownie obniżył VAT i akcyzę, ponieważ to takie działania bezpośrednio wpływają na kwoty widoczne przy dystrybutorach.
Rząd broni ustawy
Przedstawiciele rządu nie zgadzają się z zarzutem działania prawa wstecz. Minister Maciej Berek argumentuje, że podatek od nadzwyczajnych zysków ze swojej natury może być obliczony dopiero po ustaleniu, że takie zyski rzeczywiście wystąpiły.
Według rządu dodatkową daniną miały zostać objęte przedsiębiorstwa, które szczególnie mocno skorzystały na kryzysie paliwowym, podczas gdy państwo ponosiło koszty obniżenia podatków i ochrony kierowców przed gwałtownymi podwyżkami.
Sprawa nie jest tak prosta, jak sugeruje Tusk
Donald Tusk próbuje przedstawić decyzję prezydenta jako wybór pomiędzy interesem kierowców a zyskami wielkich koncernów. W rzeczywistości spór dotyczy zarówno sposobu finansowania czasowych obniżek cen paliw, jak i granic stanowienia prawa podatkowego.
Argument Karola Nawrockiego dotyczący wstecznego opodatkowania dochodów jest poważny i wymaga prawnej oceny. Jednocześnie nie ma pewności, że podatek zostałby w całości przerzucony na kierowców. Nie można również twierdzić, że jego wprowadzenie samo w sobie automatycznie obniżyłoby ceny benzyny i oleju napędowego.
O tym, czy ustawa będzie mogła wejść w życie, zdecyduje teraz Trybunał Konstytucyjny. Do tego czasu zarówno rząd, jak i Pałac Prezydencki będą zapewne wykorzystywać ceny widoczne na stacjach jako argument w politycznym sporze.
















2 komentarzy
Mieszkaniec mówi:
lip 25, 2026
o godzinie 18:28
Bardzo dobrze.
🍕❤️ mówi:
lip 25, 2026
o godzinie 18:18
🇩🇪🇩🇪🇩🇪 👤 🇩🇪🇩🇪🇩🇪