Sezon wakacyjny dopiero się rozkręca, a w mediach społecznościowych i portalach informacyjnych ponownie pojawił się temat tzw. „paragonów grozy”. Wszystko za sprawą cen w nadmorskich smażalniach, które dla wielu turystów okazują się niemałym zaskoczeniem.

Za klasyczny wakacyjny zestaw – rybę z frytkami i surówką – w wielu miejscowościach nad Bałtykiem trzeba zapłacić od około 80 do nawet ponad 100 zł. W przypadku droższych gatunków ryb rachunek może być jeszcze wyższy. Wynika to m.in. z faktu, że większość lokali podaje ceny za 100 gramów produktu, a ostateczna waga porcji poznawana jest dopiero przy wydaniu zamówienia.

Coraz częściej internauci publikują zdjęcia rachunków i cenników, które błyskawicznie wywołują dyskusję. Jedni uważają, że ceny są przesadzone i skutecznie zniechęcają do stołowania się w nadmorskich restauracjach. Inni odpowiadają, że prowadzenie lokalu w sezonowym kurorcie wiąże się z wysokimi kosztami – od wynajmu, przez energię i produkty, po wynagrodzenia pracowników.

Eksperci i właściciele lokali przypominają też, by przed złożeniem zamówienia dokładnie sprawdzać cenniki. W przypadku ryb ceny najczęściej podawane są za 100 gramów, dlatego końcowa kwota zależy od rzeczywistej wagi porcji. To właśnie ten sposób rozliczania od lat jest jedną z głównych przyczyn wakacyjnych nieporozumień.