
To nie jest scenariusz na przyszłość. To dzieje się teraz – i to w całej Polsce. Od 1 kwietnia obowiązuje nowe zarządzenie prezesa NFZ, które zmienia sposób rozliczania badań diagnostycznych. Na papierze wygląda technicznie, niemal niewinnie. W praktyce zaczyna uderzać w pacjentów szybciej, niż ktokolwiek się spodziewał.
Mechanizm jest prosty: jeśli szpital przekroczy limit badań zapisany w kontrakcie z NFZ, nie dostanie już za nie pełnego finansowania. Przy najdroższych procedurach, jak tomografia czy rezonans, zwrot spada nawet do połowy stawki. I właśnie w tym miejscu system zaczyna się zacinać. Placówki nie chcą dokładać do świadczeń z własnych budżetów, więc reagują tak, jak można było przewidzieć – ograniczają przyjęcia. Nieoficjalnie. Bez komunikatów. Po prostu przestają zapisywać kolejnych pacjentów albo przesuwają terminy coraz dalej.
Pierwsze sygnały przyszły natychmiast. Onkofundacja Alivia, która monitoruje dostępność badań w całym kraju, już w dniu wejścia zmian odnotowała niepokojące informacje. W niektórych miejscach grafiki zaczęły się wydłużać, w innych – zniknęły zupełnie. – Widzimy wydłużanie się terminów, a w części placówek całkowite wstrzymanie zapisów. Pacjenci już odczuwają skutki tych decyzji – mówi Aleksandra Ciompała z fundacji.
Problem nie dotyczy marginesu systemu, tylko jego fundamentu. To właśnie tomografia, rezonans czy badania endoskopowe są pierwszym krokiem do wykrycia poważnych chorób. Bez nich lekarz często nie jest w stanie postawić diagnozy, a pacjent pozostaje w zawieszeniu – między objawami a odpowiedzią, której nie ma. NFZ zapewnia, że osoby z kartą DiLO pozostają poza tym mechanizmem. Tyle że większość pacjentów na początku tej karty po prostu nie ma. Najpierw pojawia się niepokój, potem skierowanie na badanie, a dopiero jego wynik uruchamia dalszą ścieżkę. Jeśli ten pierwszy etap zostaje zablokowany, cała reszta przestaje mieć znaczenie.
Dlatego lekarze i organizacje pacjenckie mówią wprost: to powrót do sytuacji sprzed kilku lat, kiedy limity – choć formalnie inne – skutecznie wydłużały kolejki i opóźniały diagnozy. Dziś historia może się powtórzyć, tylko w bardziej ukrytej formie.













