Na trasie między Wolinem a Uninem ktoś postanowił udowodnić, że granice ładowności to pojęcie czysto umowne. Efekt? Auto, które z daleka wyglądało jak poruszający się krzak, a z bliska – jak próba przeniesienia połowy szkółki leśnej w jednym kursie.

Ładunek wyraźnie wystawał poza obrys pojazdu, zasłaniał tył auta i zajmował znaczną część pasa ruchu. Gałęzie rozchodziły się na boki, a całość przypominała raczej mobilny zagajnik niż zwykły transport.

Problem nie polega na samym przewożeniu drewna – to rzecz normalna. Problem zaczyna się wtedy, gdy ładunek nie jest odpowiednio zabezpieczony, ogranicza widoczność, zasłania światła lub tablicę rejestracyjną i zmusza innych kierowców do ryzykownych manewrów. Na wąskiej, lokalnej drodze to gotowy przepis na kolizję.

Wystarczy gwałtowne hamowanie, podmuch wiatru albo nierówność jezdni, by część gałęzi wylądowała na asfalcie. A wtedy zagrożenie dotyczy już nie tylko kierowcy „leśnego transportu”, ale wszystkich uczestników ruchu. Apelujemy o rozwagę i zdrowy rozsądek.

Przepisy jasno określają, że ładunek musi być odpowiednio zabezpieczony i nie może stwarzać zagrożenia. To nie kwestia złośliwości czy „czepiania się”, ale zwykłego bezpieczeństwa.