
Ponad 26 tysięcy złotych kary za prywatny monitoring. Prezes Urzędu Ochrony Danych Osobowych ukarał właściciela nieruchomości, którego kamery obejmowały nie tylko jego własną posesję, ale także drogę publiczną oraz nieruchomości sąsiadów. Urząd podkreśla, że to pierwsza kara związana z prywatnym monitoringiem.
Sprawa może być ważnym ostrzeżeniem dla wszystkich właścicieli domów korzystających z kamer. Samo zamontowanie monitoringu na swojej nieruchomości nie jest zakazane. Problem zaczyna się wtedy, gdy urządzenia swoim zasięgiem wykraczają poza prywatną posesję i w sposób stały rejestrują inne osoby.
W opisywanym przypadku kamery działały przez całą dobę i obejmowały również drogę publiczną oraz sąsiednie nieruchomości. Co więcej, system rejestrował zarówno obraz, jak i dźwięk. Do Prezesa UODO wpłynęły skargi sąsiadów. Po przeprowadzeniu postępowania urząd uznał, że nie było podstawy prawnej do takiego przetwarzania ich wizerunku i głosu.
Prezes UODO nakazał właścicielowi zaprzestanie przetwarzania danych osób skarżących za pomocą monitoringu obejmującego drogę publiczną i ich nieruchomości. Nakaz nie został jednak wykonany. Stan ten trwał niemal pół roku, co urząd potraktował jako okoliczność obciążającą.
W efekcie na właściciela monitoringu została nałożona administracyjna kara w wysokości 26 711 zł. Jej wysokość odpowiada trzykrotności przeciętnego miesięcznego wynagrodzenia w gospodarce narodowej przyjętego przez UODO do wyliczeń.
Co istotne, kara nie została nałożona wyłącznie za sam fakt posiadania kamer. Bezpośrednią przyczyną sankcji było niewykonanie prawomocnego nakazu Prezesa UODO, dotyczącego zaprzestania bezprawnego monitorowania sąsiadów i przestrzeni publicznej. To ważne rozróżnienie, szczególnie dla osób posiadających domowy monitoring.
Urząd wskazuje, że właściciel nieruchomości nie może bez ograniczeń rejestrować tego, co dzieje się na sąsiednich posesjach czy drodze publicznej, zwłaszcza przez całą dobę. W tej sprawie monitoring pozwalał na rejestrowanie wizerunku i głosu osób podczas ich codziennego poruszania się i korzystania z drogi.
To pierwsza kara Prezesa UODO związana z prywatnym monitoringiem. Sam urząd informował o sprawie 15 lipca 2026 roku, a obecnie temat ponownie zwrócił uwagę mediów. Maksymalna kara za nieprzestrzeganie nakazu organu nadzorczego może sięgać nawet 20 mln euro. W tym przypadku zakończyło się na 26 711 zł.













3 komentarzy
Anonim mówi:
sie 26, 2026
o godzinie 12:27
Bardzo sprawiedliwa kara .
Anonim mówi:
sie 26, 2026
o godzinie 12:10
Nie musisz się obawiać, jeśli nie przetwarzasz tych danych i ich nie upubliczniasz, a cel to względy bezpieczeństwa swojej i sąsiednich posesji :) Tabliczka też nie jest obowiązkowa, po co masz informować złodzieja, że się nagra?
Anonim mówi:
sie 26, 2026
o godzinie 12:01
Dostał karę, bo nagrywał z dźwiękiem, podobno udostępniał, a jedna z kamer skierowana była na okno łazienki. Mimo wezwania nie dostosował się. Poza tym kamery w miastach kamerują chodniki, drogi, okna mieszkańców i co, też miasto powinno kary dostać bo kamery patrzą na prywatne posesje? nie dajmy się zwariować. Można założyć maskę prywatności i nie będzie kamerowało terenu przyległego, ale wtedy nie dowiesz się, jaka menda się kręci przy twojej albo sąsiadów posesji. Dronami też można nad domami latać i obserwować i co, i nic. Sam mam monitoring, sąsiedzi mają monitoring i jakoś nikt nie płacze, bo w razie co jeden na drugiego może liczyć jak do kogoś będzie włam. Poza tym policja pierwsze co to leci do tych co mają kamery, bo może coś się nagrało. Wymyślili z płotami, żeby ostrymi końcami nie wystawało do góry, żeby złodziej łatwiej przeskoczył i się nie zahaczył, to teraz będą nękać tych, co monitoringi mają, bo państwo nie jest w stanie zapewnić obywatelowi podatnikowi bezpieczeństwa i trzeba jeszcze obywatela zgnębić. Zaraz będą karać, za posiadanie pałki teleskopowej albo kija bejsbolowego w domu.