
Odcinkowy pomiar prędkości na autostradzie A6 w Szczecinie zawyżał wyniki. Kierowcy mogli zapłacić niesłuszne mandaty przez błąd systemu. Urzędnicy uspokajają, że nikt nie poniesie kosztów finansowych tej pomyłki, a błędne wezwania trafią do kosza.
Odcinkowy pomiar prędkości to system, który nie mierzy prędkości w jednym punkcie. Kamery rejestrują czas wjazdu samochodu na dany fragment drogi oraz czas wyjazdu z niego. System oblicza średnią prędkość pojazdu na podstawie tych dwóch wartości. Jeśli wynik przekracza dozwolony limit, kierowca otrzymuje mandat. Taki właśnie mechanizm na autostradzie A6 pod Szczecinem zawiódł i zaczął masowo przypisywać kierowcom zbyt szybką jazdę.
Kierowcy samochodów ciężarowych zaczęli niedawno otrzymywać pisma z Głównego Inspektoratu Transportu Drogowego. Z dokumentów wynikało, że przekroczyli oni dozwoloną prędkość na odcinku Węzeł Rzęśnica – Szczecin Dąbie. Sprawę nagłośnił w serwisie X Alvin Gajadhur. Były szef tej instytucji opublikował wezwanie, które otrzymał kierowca ciężarówki marki Volvo. Urządzenie wyliczyło, że pojazd pokonał trasę ze średnią prędkością 97 kilometrów na godzinę. Zwykłe działanie matematyczne pokazało jednak zupełnie inny wynik. Czas przejazdu podzielony przez faktyczną długość odcinka dał rezultat na poziomie niespełna 90 kilometrów na godzinę.
Urządzenia na tym fragmencie drogi zamontowała firma Sprint. Przedsiębiorstwo wysłało oficjalne pismo do Centrum Automatycznego Nadzoru nad Ruchem Drogowym (CANARD). Jak wspominaliśmy w niedawnej analizie dotyczącej skuteczności fotoradarów w Polsce, precyzja wprowadzanych danych kalibracyjnych jest kluczowa dla prawidłowego funkcjonowania całego mechanizmu. Dokument tłumaczy przyczyny obecnego zamieszania.
W trakcie procesu legalizacji jednego z dwóch systemów doszło do błędnego wprowadzenia długości odcinka do jednego z nich. Skutkowało to nieprawidłowym pomiarem średniej prędkości pojazdów poruszających się w jednym kierunku ruchu – informuje firma Sprint w oficjalnym liście do dyrektora Centrum Automatycznego Nadzoru nad Ruchem Drogowym.
Firma wykryła problem po czterech dniach podczas rutynowej kontroli. Pracownicy szybko skorygowali ustawienia. Przedsiębiorstwo nie przekazało jednak od razu tej informacji państwowym urzędnikom. Taki brak komunikacji sprawił, że system automatycznie generował wezwania dla kierowców i narażał ich na niesłuszne wydatki.
Centrum Automatycznego Nadzoru nad Ruchem Drogowym opublikowało komunikat w tej sprawie. Urzędnicy podali dokładne ramy czasowe awarii. Problem dotyczy wyłącznie pomiarów z okresu od 29 kwietnia od godziny 12:00 do 4 maja do godziny 9:27.
Instytucja wstrzymała wszystkie procedury związane z rzekomymi wykroczeniami z tego konkretnego czasu. W obliczu rosnących wpływów z mandatów zasilających budżet państwa, szybka reakcja administracji była niezbędna dla zachowania zaufania społecznego. Kierowcy nie muszą martwić się o swoje finanse, ponieważ państwo anuluje wszystkie błędne postępowania.
Firma wykryła problem po czterech dniach podczas rutynowej kontroli. Pracownicy szybko skorygowali ustawienia. Przedsiębiorstwo nie przekazało jednak od razu tej informacji państwowym urzędnikom. Taki brak komunikacji sprawił, że system automatycznie generował wezwania dla kierowców i narażał ich na niesłuszne wydatki.













