
Na pierwszy rzut oka to tylko niepozorny fragment terenu porośnięty trawą i krzewami. Dopiero z lotu ptaka ukazuje się coś więcej – wyraźny zarys dawnej budowli. To właśnie tutaj, w Gostyniu (dawnym Gross Justin), przez wieki stał kościół pw. Najświętszej Marii Panny. Dziś nie ma po nim niemal żadnego śladu, ale historia tego miejsca – jak się okazuje – wciąż potrafi zaskoczyć.
Pierwsza wzmianka o parafii pochodzi z 1369 roku. Świątynia była związana z rodem von Brockhusenów, który przez stulecia sprawował nad nią patronat. Dzięki ich fundacjom kościół należał do wyjątkowo bogato wyposażonych – znajdowały się tu epitafia, ołtarz, empory i polichromowana ambona, świadczące o wysokiej pozycji patronów.
Po II wojnie światowej los świątyni był jednak przesądzony. Wyposażenie zostało rozgrabione lub – według relacji – spalone jako opał. Sam budynek przetrwał jeszcze kilka lat, ale w 1954 roku został całkowicie rozebrany. Przez dekady miejsce pozostawało puste, aż do momentu rozpoczęcia prac budowlanych w 2010 roku.
To właśnie wtedy ziemia odsłoniła swoją tajemnicę. Pod powierzchnią natrafiono na fundamenty kościoła oraz pochówki znajdujące się zarówno wewnątrz świątyni, jak i na przykościelnym cmentarzu. W związku z zagrożeniem zniszczenia reliktów przeprowadzono badania ratunkowe, które w 2011 roku wykonał zespół archeologów z Muzeum Historii Ziemi Kamieńskiej.

Odkrycia okazały się niezwykle cenne – od fragmentów krypt i wyposażenia trumien, po monety z różnych epok, w tym XVII-wieczne szelągi związane z historią Pomorza i Szwecji. Każdy element został dokładnie udokumentowany, jednak część dziedzictwa bezpowrotnie utracono.
Z Gostyniem wiąże się także wątek, który nadaje tej historii wymiar niemal sensacyjny. Ostatni przedstawiciel rodu, Hans Joachim von Brockhusen, poślubił Irmengardę – córkę prezydenta Republiki Weimarskiej Paula von Hindenburga. To sprawiło, że niewielki Gostyń stał się miejscem wizyt jednej z najważniejszych postaci europejskiej polityki początku XX wieku.

To właśnie ten wątek czyni historię Gostynia wyjątkową – w lokalnych zbiorach znajdują się niepublikowane dotąd fotografie Paula von Hindenburga wykonane w tej miejscowości. Na zachowanych zdjęciach widać m.in. jego obecność podczas uroczystości pogrzebowych oraz wizyt w majątku rodziny von Brockhusenów. To unikatowe materiały, które do tej pory nie były szerzej prezentowane opinii publicznej i stanowią niezwykle cenne świadectwo historii regionu.
Z tym okresem wiąże się także historia ukrytej skrzyni. Podczas badań archeologicznych do muzeum zgłosił się prawnuk Hindenburga, który wskazał miejsce, gdzie w marcu 1945 roku miały zostać ukryte cenne przedmioty liturgiczne i księgi parafialne. Mimo poszukiwań skrzyni nie odnaleziono – wszystko wskazuje na to, że została zrabowana już po wojnie.

Historia zniszczenia kościoła w Gostyniu odbiła się szerokim echem – także w mediach zagranicznych. Dziś jednak miejsce to pozostaje niemal anonimowe.
A jednak wystarczy spojrzeć z góry. Na zdjęciach z drona wciąż widoczny jest zarys dawnej świątyni – jak odciśnięty w ziemi ślad przeszłości. To dowód na to, że historia nie znika. Czasem tylko czeka, aż ktoś ją odkryje – albo – jak w tym przypadku – pokazać światu coś, czego jeszcze nikt wcześniej nie widział.
Grzegorz Kurka, MHZK














5 komentarzy
Anonim mówi:
kwi 2, 2026
o godzinie 14:11
widać renke pasjonata, brawo!
Ola mówi:
kwi 2, 2026
o godzinie 13:33
Za małego bawiliśmy się w podziemiach tego kościoła które później śmieciami zasypano. Na tym cmentarzu pochowany jest ktoś ważnym bo w cynowych trumnach . Mało też kto wie że u niektórych starszych mieszkańców Gostynia w domach znajdują się artefakty z tego kościoła.Ale tych co otym wiedzą pozastało już niewielu
Anonim mówi:
kwi 2, 2026
o godzinie 14:16
Kiedyś chowano w cynowych trumnach ludzi bogatych i księży
Anonim mówi:
kwi 2, 2026
o godzinie 12:50
Między innymi nieudolność von Hindenburga utorowała drogę do władzy Hitlerowi.
Anonim mówi:
kwi 2, 2026
o godzinie 14:40
Hitler nie mógł nic zrobić dopóki Hindenburg nie zmarł. Może utworzył rząd ale mniejszościowy i na początku go wyśmiewali. Po śmierci Hindenburga przejął władzę prezydencką i zdelegalizował wszystkie partie oprócz swojej. Resztę znacie.