Oczy wszystkich komentatorów zwrócone są na Iran i to, co dzieje się na całym Bliskim Wschodzie. Po tym, jak Teheran ogłosił, że „żaden statek nie ma prawa przepłynąć przez Cieśninę Ormuz”, realizuje się najgorszy ze scenariuszy. To z kolei zbliży ceny na stacjach nawet do poziomu 7 zł za litr.

Statki znajdujące się w Zatoce Perskiej odebrały w sobotę (28 lutego) komunikaty radiowe nadawane przez irański Korpus Strażników Rewolucji Islamskiej, ostrzegające, że nie mogą przepływać przez ten strategiczny szlak wodny. „Żaden statek nie ma prawa przepłynąć przez Cieśninę Ormuz” — głosił komunikat wysyłany przez Teheran, którego treść — jak donosi Reuters — potwierdził Farhad Patel, dyrektor agencji żeglugowej Sharaf z Dubaju w Zjednoczonych Emiratach Arabskich.

Blokada ogłoszona przez Iran grozi poważnymi zakłóceniami w dostawach ropy na Bliskim Wschodzie, które prowadzą do gwałtownego wzrostu cen ropy naftowej i w najgorszym przypadku mogą wywołać globalną recesję gospodarczą. Cała północna część Cieśniny Ormuz, łączącej Zatokę Perską z Zatoką Omańską, znajduje się pod jurysdykcją Iranu, co daje mu znaczną władzę nad ruchem statków na tych wodach, które mają kluczowe znaczenie dla sojuszników Waszyngtonu, w tym Polski i globalnych rynków energetycznych. Przez cieśninę tę przepływa bowiem około jednej trzeciej światowego skroplonego gazu ziemnego (LNG) i jedną szóstą ropy naftowej.

Po ataku na Iran PKN Orlen opublikował komunikat, w którym informuje, że „na bieżąco monitoruje sytuację geopolityczną na Bliskim Wschodzie oraz jej potencjalne konsekwencje dla globalnych rynków surowców energetycznych”. Przedstawiciele koncernu przekonują, że obecnie „nie ma zagrożeń dla ciągłości dostaw ropy naftowej do Grupy Orlen”.

Michał Stajniak z XTB przekonuje, że mimo spodziewanych wzrostów cen nie powinniśmy oczekiwać powtórki z 2022 r., kiedy Rosja napadła na Ukrainę i cena benzyny skoczyła do poziomu nawet 8 zł za litr.