
To była jedna z bardziej elektryzujących dyskusji podczas sesji Rady Miejskiej w Kamieniu Pomorskim. W tle – planowane turbiny wiatrowe, obawy mieszkańców i petycje przeciwko inwestycji. W trakcie obrad padła jednak także informacja, która nadała sprawie zupełnie nowy wymiar. Burmistrz ujawnił, że jedną z decyzji sprzed lat podpisał Sebastian Mamzer, działając z upoważnienia ówczesnego burmistrza.
Dziś sprawa wróciła ze zdwojoną siłą, bo mieszkańcy muszą pytać, składać petycje i obawiać się konsekwencji inwestycji, której początki sięgają decyzji administracyjnych wydawanych wiele lat temu. Podczas sesji radni zajmowali się petycją mieszkańców Benic i okolic dotyczącą odstąpienia od procedowania działań związanych z planowaną budową 14 turbin wiatrowych o wysokości 300 metrów na terenie obrębów ewidencyjnych Benice, Ducino, Giżkowo oraz Śniatowo.
Mieszkańcy chcą jasnych odpowiedzi. Pytali, jak to możliwe, że sprawa ciągnie się od tylu lat, dlaczego nadal funkcjonują wcześniejsze decyzje i kto odpowiadał za dokumenty, które dziś mogą mieć znaczenie dla dalszego procedowania inwestycji. Właśnie w tym kontekście burmistrz wskazał, że decyzja z 2010 roku została podpisana przez Sebastiana Mamzera z upoważnienia burmistrza. Zaznaczał przy tym, że mówi o fakcie wynikającym z dokumentów, a nie o przesądzaniu, czy doszło wtedy do naruszenia prawa.
Ta informacja wywołała reakcję samego radnego. Sebastian Mamzer zwracał uwagę, że jeśli ktoś uważał, iż decyzja została wydana z rażącym naruszeniem prawa, to przez lata istniały możliwości podejmowania działań zmierzających do jej uchylenia. Pytał też, jaki sens ma dziś przywoływanie samego faktu złożenia podpisu, jeżeli nie towarzyszy temu zarzut niezgodności decyzji z prawem.

Burmistrz odpowiadał, że nie mówił o rażącym naruszeniu prawa, lecz odpowiadał na pytanie dotyczące tego, kto podpisał dokument. Podkreślano również, że wcześniejsze decyzje, jeśli nadal funkcjonują w obrocie prawnym, nie mogą być przez gminę po prostu pominięte przy kolejnych procedurach.
Mieszkańcy mówią stanowcze „nie”
Głos zabrał również przedstawiciel spółki realizującej projekt. Przekonywał, że od poprzedniego spotkania inwestor podjął działania, które mają służyć lepszej komunikacji z mieszkańcami. Wskazywał na współpracę z Uniwersytetem Szczecińskim i planowane lokalne konsultacje oraz debatę dotyczącą projektu. Przedstawiciel inwestora mówił także o pracach związanych z kwestiami środowiskowymi i o próbie „ulokalnienia” całego procesu, czyli włączenia do rozmów osób i instytucji z regionu. Apelował do radnych, aby nie zamykali procedury już teraz i dali inwestorowi szansę na przeprowadzenie konsultacji.

Argumentował, że nawet jeśli procedura planistyczna byłaby kontynuowana, to ostateczna decyzja i tak należałaby do radnych, ponieważ to rada na końcu decyduje, czy miejscowy plan zostanie przyjęty.
Na te słowa ostro zareagowali mieszkańcy. Jedna z mieszkanek przypomniała, że sprzeciw wobec inwestycji został już jasno wyrażony. Padło pytanie, czy 343 głosy mieszkańców są nieważne, skoro mimo ich stanowiska inwestor nadal próbuje przekonywać radnych do kontynuowania procedury. – Powiedzieliśmy stanowcze nie. Dziękujemy bardzo za kolejne konsultacje – mówiła mieszkanka, podkreślając, że temat trwa już od wielu miesięcy, a mieszkańcy nie chcą kolejnego przeciągania sprawy.














3 komentarzy
Anonim mówi:
maj 29, 2026
o godzinie 20:19
Nic z tego nie rozumiem. Ten pan podpisal petycję przeciwko
Anonim mówi:
maj 29, 2026
o godzinie 20:10
Panie Sebastianie Mamzer za swoje decyzje trzeba odpowiadać. A nie się wykręcać.
Anonim mówi:
maj 29, 2026
o godzinie 19:55
Co to za szopa