Wszystkich Świętych to czas pamięci również o dawnych mieszkańcach naszej ziemi i ludziach, których losy splotły się z jej historią. W cyklu „Ślady pamięci” zaglądamy tym razem do Lubina i Wapnicy. Z tym zakątkiem wyspy Wolin związany był Carl Ludwig Schleich, pionier znieczulenia nasiękowego, czterokrotnie nominowany do Nagrody Nobla. W swoich wspomnieniach opisał miejsce, w którym chciał spocząć po śmierci. Wybrał wzgórza nad Zalewem Szczecińskim.

Chcesz widzieć więcej artykułów z Kamienskie.info?
Dodaj nas w Google

Jego nazwisko można odnaleźć w opracowaniach poświęconych historii medycyny oraz w katalogach dawnych książek lekarskich. Dla mieszkańców naszego regionu szczególnie interesujący jest jednak osobisty zapis pozostawiony przez samego Schleicha. Pozwala zajrzeć w jego związki rodzinne i przywiązanie do krajobrazu, który znamy z Lubina i Wapnicy.

Własne słowa o miejscu pochówku

W książce „Besonnte Vergangenheit”, czyli wspomnieniach wydanych w 1921 roku, Schleich poświęcił osobny rozdział Wapnicy i rodzinnej ziemi swojej matki. Opisując Lubin, noszący wówczas nazwę Lebbin, przywołał miejscowy kościół. Według jego relacji w kościelnych podziemiach spoczywali dziadkowie i większość ich dzieci.

Następnie opisał panoramę Zalewu, wodnych przesmyków, lasów, pól oraz wsi. W tym właśnie krajobrazie umieścił własne życzenie dotyczące przyszłego pochówku. – Także ja chciałbym być pochowany – zapisał, kończąc opis wzgórza nad wodą.

To przekład ostatnich słów dłuższego zdania, w którym zachwycał się widokiem z tego miejsca. Wspomnienie łączyło krajobraz z pamięcią o rodzinie. Myśl o śmierci prowadziła go ku okolicy, do której wracał od dzieciństwa.

Wapnica była ziemią jego matki

Carl Ludwig Schleich urodził się w 1859 roku w Szczecinie. Jego ojciec, również Carl Ludwig, był okulistą. Matka, Constanze z domu Küster, pochodziła z rodziny związanej z Wapnicą, dawnym Kalkofen. Jej ojciec, Ludwig Küster, prowadził na Wolinie działalność związaną z wydobyciem i wypalaniem wapna.

Wapnica zajmowała w życiu przyszłego lekarza szczególne miejsce. Przyjeżdżał do dziadków i innych krewnych podczas szkolnych wakacji, a także na weekendy. Jak wspominał, podróż wodą ze Szczecina trwała około trzech godzin. Zapamiętał rodzinne spotkania, lasy, wzgórza i białe wyrobiska kredowe. Te pobyty opisał po latach z wyraźnym przywiązaniem. Wapnica była dla niego miejscem, w którym poznawał przyrodę i ludzi, a rodzinne domy dawały poczucie przynależności. Z takim bagażem wspomnień patrzył później na pobliski Lubin i groby swoich bliskich.

Lekarz, który rozwijał sposoby operowania bez bólu

Schleich zapisał się w historii jako jeden z pionierów znieczulenia nasiękowego. Rozwijał metodę podawania rozcieńczonego środka znieczulającego bezpośrednio w tkanki operowanego miejsca. W jego doświadczeniach służyły do tego roztwory kokainy. Umożliwiało to wykonywanie określonych zabiegów przy zachowanej świadomości pacjenta. Był to etap szerszego rozwoju medycyny. Wcześniej Carl Koller zastosował kokainę do znieczulania powierzchni oka, a William Halsted badał jej użycie w miejscowych wstrzyknięciach. Zasługą Schleicha było udoskonalanie techniki nasiękowej oraz poszerzanie możliwości jej wykorzystania w chirurgii.

Na berlińskim kongresie chirurgów w 1892 roku jego wystąpienie wywołało gwałtowny sprzeciw. Schleich przekonywał, że lekarz ponosi poważną odpowiedzialność, jeśli stosuje niebezpieczną wówczas narkozę chloroformową, choć zabieg można wykonać w znieczuleniu miejscowym. Spór dotyczył więc również sposobu, w jaki oceniał postępowanie innych lekarzy.

W 1894 roku opublikował „Schmerzlose Operationen”, czyli „Operacje bez bólu”. Egzemplarz pierwszego wydania znajduje się między innymi w zbiorach Uniwersytetu Iowa w Stanach Zjednoczonych. Tamtejszy katalog historii medycyny wskazuje na znaczenie jego pracy i późniejsze przyjęcie rozwijanej przez niego metody w USA.

Cztery nominacje do Nagrody Nobla

Rangę jego dorobku potwierdza oficjalne archiwum Nagrody Nobla. Zapisano w nim cztery nominacje Schleicha w dziedzinie fizjologii lub medycyny: z lat 1908, 1913, 1915 i 1920.

W zgłoszeniu z 1908 roku wskazano wprowadzenie znieczulenia miejscowego do praktyki, a w tym z 1920 roku bezpośrednio wymieniono znieczulenie nasiękowe. Za każdą z nominacji stał inny lekarz. Były więc konkretnym wyrazem uznania dla jego pracy.

Przyjaźnił się ze Strindbergiem

Schleich miał także literacką i muzyczną stronę życia. Pisał, komponował i grał na wiolonczeli. Przyjaźnił się ze szwedzkim pisarzem Augustem Strindbergiem, obracał się w kręgu berlińskich artystów i bywał na salonach.

Ten rozmach zainteresowań pomaga zrozumieć charakter jego wspomnień. Obok relacji z pracy lekarza pojawiają się w nich portrety ludzi i obszerne opisy miejsc. Dzięki temu również niewielkie miejscowości na Wolinie znalazły miejsce w biografii człowieka znanego daleko poza Pomorzem.

Ostatecznie spoczął pod Berlinem

Carl Ludwig Schleich zmarł 7 marca 1922 roku w Bad Saarow. Miał 62 lata. Został pochowany na cmentarzu Südwestkirchhof w Stahnsdorfie pod Berlinem.

Dlaczego nie nad Zalewem? W artykule opublikowanym w 2010 roku w czasopiśmie Saksońskiej Izby Lekarskiej Maja Rehbein zaznaczyła, że ostateczny wybór miejsca spoczynku odbiegał od jego pierwotnego życzenia, ale nastąpił za jego zgodą. Opracowanie nie wyjaśnia szerzej okoliczności tej decyzji.

Zachowane słowa o Lubinie świadczą więc o wcześniejszym pragnieniu lekarza. Nie są dowodem, że rodzina zlekceważyła jego ostatnią wolę. Rzeczywistego grobu Schleicha należy szukać w Stahnsdorfie.

Na jego nagrobku umieszczono łacińską sentencję „Terminus vitae sed non amoris”, którą można przełożyć jako „Kres życia, lecz nie miłości”.

Pamięć pozostała również na Wolinie

W okolicy Wapnicy Schleich doczekał się upamiętnienia. Pomnik na wzgórzu znanym pod dawną nazwą Comantschenberg wykonał kamieniarz Ewald Kassner z Międzyzdrojów.

Archiwalną fotografię monumentu opublikowało stowarzyszenie Pommerscher Greif. Zdjęcia i informacje przekazała córka jego twórcy, Christel. Materiał z 2015 roku pokazuje również pozostałości pomnika. To ślad miejscowej pamięci o lekarzu, który w swoich książkach utrwalił Wapnicę i Lubin.

W listopadowym wspominaniu zmarłych jest miejsce także na takie historie: o ludziach pochowanych daleko, których ważna część życia pozostała związana z naszą okolicą. Schleich zostawił jej mieszkańcom własny opis przywiązania do rodzinnej ziemi. Po ponad stu latach wciąż można go przeczytać.

Źródło i współpraca
Materiał powstał we współpracy z dyrektorem
Muzeum Historii Ziemi Kamieńskiej,
panem Grzegorzem Kurką.