
*karta tytułowa jednoznacznie mówi o złożeniu obu ciał do grobowca 4 listopada 1732 roku.
Chcesz widzieć więcej artykułów z Kamienskie.info?Dodaj nas w Google
Zbliżające się Wszystkich Świętych i Dzień Zaduszny to czas zadumy, wspominania bliskich i odwiedzania miejsc ich spoczynku. Rozpoczynamy cykl „Ślady pamięci”, poświęcony ludziom, których historie zachowały się w grobowcach, archiwach i starych księgach. Pierwszą opowieść otwiera pogrzeb Flemmingów w Świerznie, który odbył się 4 listopada 1732 roku. Pozostały po nim druki, dzięki którym możemy poznać niezwykłą historię generała i jego żony.
Tego dnia w miejscowym, wówczas ewangelickim kościele żegnano Bogusława Bodo von Flemminga i Luizę z domu von Wreech. Zachowana mowa Christopha Schäffera ma na karcie tytułowej dokładną datę i informację, że wygłoszono ją przed ołtarzem świątyni w Świerznie. Druk Joachima Friedricha Waltera podaje natomiast, że do hrabiowskiego grobowca złożono ciała obojga małżonków. Za tym wspólnym pochówkiem kryje się jednak historia rozpisana na dziesięć lat.
Ona zmarła dziesięć lat wcześniej
Generał zmarł 14 października 1732 roku. Wydana po jego śmierci oda Joachima Ludwiga Tilla podaje nawet porę: między godziną siódmą a ósmą rano. Bodo miał 61 lat. Uroczystość pogrzebowa odbyła się trzy tygodnie później.
Luiza odeszła znacznie wcześniej, 2 listopada 1722 roku. Datę tę można odczytać zarówno w jej dawnym życiorysie, jak i na zachowanej rycinie przedstawiającej małżonków. Wspólne złożenie ciał do grobowca nastąpiło zatem dziesięć lat i dwa dni po jej śmierci. Nie oznacza to, że przez dekadę pozostawała niepochowana. Przejrzane źródła nie wyjaśniają, gdzie wcześniej spoczywało jej ciało ani jak przygotowano wspólny pochówek. Pozwalają za to stwierdzić, że 4 listopada 1732 roku pożegnanie w Świerznie objęło oboje małżonków.

Dom w Trzęsaczu przypominał mu o stracie
Najbardziej osobisty fragment tej historii zachował się na 76. stronie druku Waltera, w życiorysie Luizy. Autor podaje, że po jej śmierci generał opuścił siedzibę w Hoff, czyli dzisiejszym Trzęsaczu, i przeniósł się do Świerzna. Wyjaśnia również powód: miejsce, w którym zmarła żona, przywoływało wspomnienia i odnawiało ból.

To relacja zawarta w druku pogrzebowym, którego zadaniem było uczczenie zmarłych. Właśnie tak należy ją odczytywać. Jest jednak czymś bardzo konkretnym: zapisem tego, jak bliski rodzinie duchowny przedstawił żałobę męża.
Dzięki temu Trzęsacz i Świerzno łączy w tej opowieści również doświadczenie utraty bliskiej osoby. Po niemal trzech stuleciach łatwo zrozumieć, dlaczego powrót do domu mógł być dla kogoś bolesny.
Generał Augusta Mocnego i brat królewskiego ministra
Bogusław Bodo von Flemming urodził się w 1671 roku. Służył jako oficer gwardii elektora brandenburskiego, a w 1699 roku przeszedł na służbę Augusta Mocnego, elektora Saksonii i króla Polski. Doszedł do stopnia generała porucznika kawalerii.
Jego rodzina należała do kręgu ludzi, którzy wpływali na politykę tej części Europy. Bratem Bodo był Jakub Henryk von Flemming, minister i feldmarszałek, odgrywający ważną rolę w zabiegach o polską koronę dla Augusta w 1697 roku. Świerzno miało więc poprzez swoich właścicieli powiązania z samym otoczeniem monarchy.
Bodo opuścił armię w 1717 roku. Rok później rozpoczął budowę rezydencji w Świerznie, powierzając prace budowniczemu Andrzejowi Haase ze Stargardu. W 1723 roku zabudowania były gotowe w stanie surowym, a w 1728 roku powstała polichromia sali balowej. Planowany główny, trójskrzydłowy pałac nigdy jednak nie został zbudowany. Funkcję dworu przejęły skrzydła boczne.
Budowa rozpoczęła się zatem jeszcze za życia Luizy. Dopiero później, według pogrzebowego życiorysu, Świerzno stało się miejscem, do którego generał przeniósł się po jej śmierci.

Rodzina, która znała żałobę
Związek Bodo i Luizy przyniósł ośmioro dzieci: trzech synów i pięć córek. W 1732 roku synowie oraz najstarsza córka Helena Amalia już nie żyli. Życiorys wymienia cztery pozostałe córki.
To kolejna warstwa historii ukrytej za hrabiowskimi tytułami. Rodzinne zapisy obejmują również dzieci, które nie doczekały dorosłego życia, i rodziców, którzy musieli je pożegnać. W listopadowym cyklu pamięci także dla tych krótkich biografii powinno znaleźć się miejsce.
Pogrzeb zapisany w kilku drukach
O uroczystości wiemy dzięki zachowanym kazaniom, mowom i utworom żałobnym. W katalogach Książnicy Pomorskiej w Szczecinie oraz biblioteki SLUB w Dreźnie można odnaleźć druki związane ze śmiercią generała i listopadowym pochówkiem. Część jest dostępna w postaci cyfrowych skanów.
Joachim Friedrich Walter pozostawił kazanie oraz życiorysy małżonków. Christoph Schäffer przygotował mowę wygłoszoną w kościele w Świerznie. Sekretarz Joachim Ludwig Till napisał odę żałobną, zawierającą na stronie tytułowej datę i porę śmierci Bodo. Zachował się także utwór żałobny Christiana Wilckego. Druki wychodziły w Stargardzie, z oficyny Johanna Tillera.
Ich autorzy chcieli uczcić zmarłych i pocieszyć rodzinę. Dlatego obok informacji, które można ze sobą zestawić i sprawdzić, pojawiają się pochwały cnót oraz religijna interpretacja życia. Czytane z tą świadomością są cennym świadectwem ludzi, miejsc i sposobu przeżywania żałoby.
Podają nazwiska, daty, więzy rodzinne. Niekiedy zachowują również taki szczegół, jak decyzja o opuszczeniu domu, w którym wszystko przypominało o zmarłej żonie.
Zachowały się także ich twarze
Do tej historii możemy dołączyć autentyczny wizerunek obojga. W zbiorach Biblioteki Uniwersyteckiej w Lipsku znajduje się podwójny portret wykonany w 1733 roku przez Johanna Georga Wolfganga według Georga Lisiewskiego. Na rycinie Bodo widoczny jest po lewej stronie, w zbroi i peruce. Luiza znajduje się po prawej. Pod ich wizerunkami umieszczono herby oraz napisy biograficzne, w tym daty śmierci.
To portret pośmiertny, powstały rok po listopadowej uroczystości. Pozwala jednak spojrzeć na twarze osób, o których opowiadają stare druki i sarkofagi. Ich nazwiska odzyskują dzięki niemu bardziej osobisty wymiar.

Bogusław Bodo von Flemming i jego żona Luiza z domu von Wreech. Miedzioryt i akwaforta Johanna Georga Wolfganga według Georga Lisiewskiego, Berlin, 1733
Dwa sarkofagi pod kościołem
Materialny ślad tej historii pozostał w Świerznie. Pod posadzką kościoła Świętej Trójcy znajduje się krypta z dwoma kamiennymi sarkofagami Bodo i Luizy. Opisuje je dokumentacja Biura Dokumentacji Zabytków w Szczecinie.
Świątynia powstała w 1681 roku i była później rozbudowywana, między innymi w latach 1708 i 1727. Jej dawna ewangelicka przeszłość oraz zachowany rodzinny grobowiec są częścią historii miejsca, które dziś służy katolickiej parafii.

Sarkofagi i stan zachowania pochówków to jednak dwie odrębne kwestie. Grzegorz Kurka w opracowaniu Muzeum Historii Ziemi Kamieńskiej zwracał uwagę na brak pewności, czy wewnątrz nadal znajdują się szczątki małżonków. Zebrane źródła nie pozwalają tego rozstrzygnąć. Pozostały za to imiona, kamień, papier i pamięć, którą można ponownie przywołać.
Zdanie wybrane na własny pogrzeb
Walter zanotował jeszcze jeden szczegół: generał sam wybrał biblijny fragment przeznaczony na kazanie pogrzebowe. Był to werset z Listu do Hebrajczyków, 13,14. W przekładzie na polski brzmi: „Nie mamy tutaj trwałego miasta, lecz szukamy przyszłego”.
Trudno o bardziej wymowne zakończenie pierwszej opowieści z naszego cyklu. Przed Wszystkimi Świętymi wracamy do ludzi, których od nas dzielą stulecia, dawny język i inne obyczaje. Zachowane świadectwa pozwalają jednak odnaleźć w ich losach coś bliskiego: przywiązanie, stratę i potrzebę pamięci.
z dyrektorem Muzeum Historii Ziemi Kamieńskiej,
















