Czy kobieta, która nie urodziła dziecka, powinna pracować aż do 65. roku życia? Taki kierunek zmian zasugerowała minister funduszy i polityki regionalnej Katarzyna Pełczyńska-Nałęcz. Pomysł wywołał ogromne emocje, ale najnowszy sondaż pokazuje, że Polacy podchodzą do niego bardzo sceptycznie.

Czy urodzenie dziecka powinno dawać kobiecie prawo do wcześniejszej emerytury? A może bezdzietne Polki powinny pracować pięć lat dłużej niż obecnie? Taki pomysł pojawił się w debacie dotyczącej przyszłości systemu emerytalnego. Minister funduszy i polityki regionalnej Katarzyna Pełczyńska-Nałęcz zasugerowała, że wiek emerytalny kobiet i mężczyzn powinien być stopniowo wyrównywany. Jednocześnie matki mogłyby otrzymywać dodatkowe uprawnienia za urodzenie i wychowanie dzieci.

W praktyce mogłoby to oznaczać, że kobiety bez dzieci przechodziłyby na emeryturę dopiero w wieku 65 lat, czyli na takich samych zasadach jak mężczyźni. Matki mogłyby natomiast zachować obecny wiek emerytalny lub otrzymywać specjalne punkty i dodatki. Pomysł wzbudził ogromne emocje. W sondażu przeprowadzonym dla Wirtualnej Polski przeciwko uzależnianiu wieku emerytalnego od posiadania dzieci opowiedziało się łącznie 49 procent ankietowanych.

Aż 33 procent odpowiedziało, że zdecydowanie nie popiera takiego rozwiązania. Kolejne 16 procent wybrało odpowiedź „raczej nie”. Za propozycją opowiedziało się 27 procent badanych. Zdecydowane poparcie zadeklarowało 11 procent, a 16 procent było raczej na „tak”. Niemal co czwarty ankietowany nie potrafił zająć stanowiska.

Przeciwnicy pomysłu zwracają uwagę, że brak dzieci nie zawsze jest świadomym wyborem. Część kobiet nie może zostać matkami ze względów zdrowotnych. Inne nie znalazły odpowiedniego partnera albo nie mogły sobie pozwolić na dziecko z powodu sytuacji finansowej i zawodowej. Dla nich konieczność pracy przez dodatkowych pięć lat mogłaby być odebrana jako kara za bezdzietność. Zwolennicy propozycji przekonują jednak, że wychowanie dziecka wiąże się z wieloletnimi wyrzeczeniami, przerwami w zatrudnieniu i niższymi zarobkami. To właśnie dzieci obecnych rodziców będą w przyszłości pracować i odprowadzać składki, z których finansowane są emerytury.