Kierowcy znów łapią się za portfele, bo ceny na stacjach idą w górę. Tymczasem premier Donald Tusk nie zapowiada kolejnej interwencji rządu. Zamiast konkretnego planu usłyszeliśmy, że państwo nie może bez końca dokładać do tańszego paliwa.

Jeszcze niedawno politycy zapewniali, że kierowcy mogą liczyć na ochronę przed gwałtownymi podwyżkami. Teraz, gdy ceny benzyny i oleju napędowego ponownie rosną, ton rządu wyraźnie się zmienił.

– Nie możemy bez końca łożyć na to pieniędzystwierdził Donald Tusk, pytany o możliwość powrotu programu obniżającego ceny paliw.

Benzyna kosztuje już około 7 zł za litr, a olej napędowy jest jeszcze droższy. Prognozy na kolejne dni również nie dają powodów do optymizmu. Benzyna Pb95 może kosztować ponad 7,20 zł, a diesel zbliżyć się nawet do 7,65 zł za litr.

Przy takich cenach zatankowanie 50 – litrowego zbiornika oleju napędowego może kosztować ponad 380 zł. To potężne obciążenie nie tylko dla osób dojeżdżających do pracy, ale także dla przedsiębiorców, przewoźników i rolników.

Rządowy program obniżający ceny paliw wygasł wraz z końcem czerwca. Przestały obowiązywać preferencyjne stawki podatków i maksymalne ceny na stacjach.

Program kosztował budżet około 4,7 miliarda złotych. Rząd chwalił się, że dzięki niemu Polska miała jedne z najniższych cen paliw w Europie. Teraz jednak pomoc się skończyła, a ceny błyskawicznie ruszyły w górę.