Abonament RTV wraca w najmniej oczekiwanym miejscu – nie w salonie, nie przy telewizorze, ale na parkingu. Tym razem chodzi o samochody, a dokładniej o radia zamontowane w autach firmowych, flotowych i leasingowanych. W medialnym obiegu pojawiła się data 22 maja jako moment, od którego temat kontroli odbiorników w pojazdach ma nabrać tempa.

Osoba prywatna, która płaci abonament RTV w ramach gospodarstwa domowego, nie musi płacić osobno za każde radio w swoim samochodzie. Inaczej wygląda sytuacja firm, instytucji i podmiotów prowadzących działalność gospodarczą. One mają obowiązek opłacania abonamentu za każdy posiadany odbiornik, także ten zamontowany w samochodzie służbowym.

I właśnie dlatego temat tak mocno uderza w przedsiębiorców. Jedno auto to jeszcze niewielki koszt. Ale przy kilku, kilkunastu albo kilkudziesięciu pojazdach robi się z tego realna pozycja w firmowych wydatkach. Szczególnie wtedy, gdy odbiorniki nie były zgłoszone, a sprawa wraca po czasie.

W 2026 roku miesięczna opłata za odbiornik radiowy wynosi 9,50 zł. Za odbiornik telewizyjny albo telewizyjny i radiowy trzeba zapłacić 30,50 zł miesięcznie. Przy opłacie za cały rok z góry stawka za radio wynosi 102,60 zł, a za telewizor lub telewizor i radio – 329,40 zł.

Największe emocje budzą jednak nie same stawki, lecz kontrole. Poczta Polska przypomina, że uprawnieni pracownicy mogą sprawdzać, czy odbiorniki zostały zarejestrowane i czy abonament jest opłacany. Kontrola nie powinna opierać się wyłącznie na samym podejrzeniu. Zgodnie z informacjami Poczty trzeba ustalić m.in. obecność urządzenia, jego zdolność do natychmiastowego odbioru programu, fakt rejestracji lub jej brak oraz okres używania odbiornika.

Jeżeli kontrola wykaże używanie niezarejestrowanego odbiornika, konsekwencje mogą być dotkliwe. Opłata karna wynosi trzydziestokrotność miesięcznej stawki abonamentu. W przypadku radia daje to 285 zł. Do tego może dojść obowiązek uregulowania zaległości. Po zakończeniu postępowania dowodowego wydawana jest decyzja administracyjna, a jeśli należność nie zostanie zapłacona, sprawa może trafić do urzędu skarbowego.

W praktyce oznacza to, że zwykłe radio w służbowym samochodzie może stać się początkiem urzędowej korespondencji. Najpierw kontrola, potem decyzja, upomnienie, a na końcu egzekucja należności. Nie brzmi to jak wielka reforma finansów publicznych, ale dla właścicieli flot może oznaczać konkretny problem.