
W lokalnych dyskusjach o farmach wiatrowych ten argument wraca niemal zawsze. Są mieszkańcy twierdzący, że wiatraki mają szkodzić zdrowiu, bo emitują infradźwięki i hałas. Padają mocne słowa o bezsenności, bólach głowy, problemach z sercem czy wewnętrznym poczuciu dyskomfortu, które przypisuje się pracującym w okolicy turbinom wiatrowym. Główny problem polega na tym, że te tezy dobrze brzmią w internetowych komentarzach i wywołują strach oraz negatywne postrzeganie elektrowni wiatrowych. Natomiast rzeczywistość i wyniki badań jednoznacznie wskazują, że nie ma żadnych powodów do obaw, ani dowodów na szkodliwość infradźwięków generowanych przez turbiny wiatrowe na zdrowie mieszkańców. Mało tego, jak wskazują eksperci, podobny poziom infradźwięków, a nawet wyższy, emitują przydomowe sprzęty elektroniczne takie jak lodówka czy pralka.
Sama obecność infradźwięków wokół nas nie jest niczym wyjątkowym ani specyficznym dla turbin wiatrowych. Infradźwięki są powszechne i obecne w środowisku naturalnym, niezależnie od tego, czy w okolicy znajdują się turbiny wiatrowe. Wytwarzają je wiatr, fale morskie, burze, ruch drogowy, ciężki transport, większość urządzeń technicznych, a także sprzęt oraz artykuły gospodarstwa domowego, z których człowiek na co dzień korzysta i ma je we własnym gospodarstwie domowym. Gdyby sam fakt emisji infradźwięków miał być automatycznie uznawany za zagrożenie, równie konsekwentnie należałoby unikać, czy wręcz zrezygnować ze wszystkich urządzeń elektrycznych. Należy bowiem wiedzieć, że każde urządzenie elektryczne emituje infradźwięki. Kwestią zasadniczą jest ich poziom, którego dopiero przekroczenie może człowiekowi faktycznie szkodzić. Ile ta wartość wynosi? Próg percepcji fizjologicznej infradźwięków przez ludzi (bo ich nie słyszymy) jest powyżej 90 dB(G). Przy czym nie można tego w żaden sposób łączyć z poziomem dźwięków słyszalnych, dla których 90 dB(A) jest już dla ucha ludzkiego na pewno uciążliwe.
Nie wszystko, co niewidzialne i niesłyszalne, jest groźne
To właśnie tu zaczyna się zasadniczy problem publicznej debaty. W dyskusji bowiem o wiatrakach często miesza się zwykły hałas słyszalny, hałas niskoczęstotliwościowy i infradźwięki. Tymczasem to nie są pojęcia tożsame. Samo stwierdzenie, że jakaś instalacja „emituje infradźwięki”, nie jest jeszcze dowodem jej szkodliwości. W akustyce nie liczy się przecież samo źródło dźwięku, ale jego poziom, częstotliwość, zasięg i czas oddziaływania.
I właśnie w tym miejscu należy jednoznacznie podkreślić – nie ma dowodów naukowych, że infradźwięki emitowane przez nowoczesne turbiny wiatrowe same w sobie powodują szkody zdrowotne u ludzi. To zdanie nie oznacza, że temat należy lekceważyć. Oznacza natomiast, że nie ma podstaw, by przedstawiać wiatraki jako szczególne i wyjątkowe źródło zagrożenia tylko dlatego, że wytwarzają infradźwięki, bo generują je po prostu wszystkie urządzenia elektryczne.
– W debacie o turbinach wiatrowych często powtarza się tezę, że infradźwięki są źródłem poważnych zagrożeń zdrowotnych. Infradźwięki mogą wywoływać niekorzystne efekty przy bardzo wysokich poziomach, jednak poziomy występujące w środowisku – w tym w pobliżu turbin wiatrowych – są zazwyczaj znacznie niższe i nie są uznawane za istotne z punktu widzenia zdrowia. Problem polega na tym, że aby takie oddziaływanie mogło wystąpić, poziom infradźwięków musi być wyraźnie wyższy niż typowe poziomy środowiskowe (rzędu około 90 dB(G) i więcej, zależnie od warunków i czasu ekspozycji). Przy czym, po pierwsze, mówimy tutaj o zakresie dźwięków niesłyszalnych o częstotliwości poniżej 20 Hz. Nie należy bezpośrednio porównywać ani sumować poziomów infradźwięków wyrażanych w dB(G) z poziomami dźwięków słyszalnych wyrażanych w dB(A), ponieważ odnoszą się one do różnych zakresów częstotliwości i wykorzystują odmienne filtry ważenia. Dźwięki słyszalne występują w zakresie od około 20 Hz do 20 kHz, natomiast powyżej 20 kHz znajdują się ultradźwięki, które również nie są słyszalne dla człowieka. Po drugie, poziom generowanych infradźwięków przez turbinę wiatrową, nawet w samej gondoli, jest wyższy niż na zewnątrz, ale nadal zwykle pozostaje poniżej poziomów uznawanych za istotne z punktu widzenia oddziaływania zdrowotnego. Ich poziom obniża się szybko wraz z odległością od źródła – mówi prof. Arkadiusz Dyjakon, Uniwersytet Przyrodniczy we Wrocławiu
Ważne jest, aby nie bagatelizować obaw lokalnej społeczności. Warto jednak opierać się na wynikach badań. Dyskusja nie powinna koncentrować się na sensacyjnych opowieściach o „niewidzialnym zagrożeniu”, ale na tym, czy inwestycja została prawidłowo zaplanowana, jak daleko znajduje się od zabudowy i czy spełnia obowiązkowe normy akustyczne czy inne wymagania. Wszystkie te kwestie i analizy podlegają ściśle określonej procedurze oraz kontroli właściwych instytucji państwowych.
– W odległości około 500 m od turbiny wiatrowej poziom infradźwięków jest typowo poniżej 60 dB(G). Dla porównania, urządzenia domowe, takie jak pralka, okap kuchenny, wentylator, lodówka czy pompa ciepła emitują infradźwięki w zakresie od około 50 dB(G) do nawet 70 dB(G). Nie wyrzucamy ich jednak z domu i nie odczuwamy żadnego dyskomfortu z tego tytułu. Po trzecie, co jest kluczowe, skala poziomu dźwięku jest logarytmiczna, więc potencjalne sumowanie się fal infradźwiękowych nie przebiega w sposób liniowy. W praktyce oznacza to, że nawet w skrajnej sytuacji, gdyby dwa źródła o poziomie 60 dB(G) idealnie się wzmacniały, ich łączny poziom wzrósłby jedynie o około 3 dB(G). Nawet przy dziesięciu takich źródłach wzrost wyniósłby około 10 dB(G). W rzeczywistych warunkach tak idealne wzmocnienie jest mało prawdopodobne, ponieważ źródła są rozmieszczone przestrzennie, pracują przy różnych częstotliwościach i emitują fale w różnych kierunkach. Podsumowując, obawy mieszkańców są zrozumiałe, jednak w przypadku infradźwięków emitowanych przez turbiny wiatrowe nie znajdują one potwierdzenia w aktualnym stanie wiedzy jako istotny czynnik ryzyka zdrowotnego. Jeżeli mówimy o potencjalnej uciążliwości, dotyczy ona raczej ogólnego odbioru hałasu, czyli dźwięków słyszalnych, oraz konkretnych warunków lokalizacji inwestycji, a nie samego faktu występowania infradźwięków – a to już jest całkiem inne zagadnienie – dodaje profesor Dyjakon.
W praktyce oznacza to jedno – potencjalną lokalizację farmy wiatrowej ocenia się na podstawie precyzyjnych danych. Przed wydaniem decyzji środowiskowej wykonywane są analizy rozprzestrzeniania się hałasu i wpływu na środowisko. Jeżeli wyniki wskazują ryzyko przekroczenia norm, projekt musi zostać zmieniony albo jednoznacznie nie uzyskuje akceptacji na realizację w danej lokalizacji. Po uruchomieniu instalacji prowadzone są też pomiary kontrolne, które pozwalają sprawdzić, czy rzeczywiste oddziaływanie odpowiada wcześniejszym założeniom.
Strach najczęściej wyprzedza fakty
W tym sensie najgłośniejszy wokół turbin często okazuje się nie sam dźwięk, lecz strach. A strach, zwłaszcza podsycany uproszczeniami, ma to do siebie, że łatwo zaczyna zastępować fakty. Tymczasem uczciwa odpowiedź jest dużo mniej efektowna, ale znacznie bardziej rzetelna: nie ma podstaw, by przypisywać infradźwiękom z turbin wiatrowych szczególną, wyjątkową szkodliwość. Jest natomiast pełne uzasadnienie, aby nie przekraczać norm hałasu, dopilnować prawidłowej lokalizacji inwestycji i jakości całego procesu oceny środowiskowej. To jest ważne zwłaszcza dziś, gdy lokalne społeczności coraz częściej muszą oddzielać fakty od kampanii strachu.
Materiał informacyjny












