Jeszcze niedawno 7 zł za paliwo wydawało się granicą bólu. Dziś analitycy mówią wprost – 9 zł za litr oleju napędowego to scenariusz, który wcale nie jest odległy. A jeśli sytuacja na świecie się nie uspokoi, na pylonach stacji paliw mogą pojawić się kwoty, które jeszcze niedawno wydawały się abstrakcją.

Wszystko rozgrywa się daleko od Polski – na Bliskim Wschodzie. Konflikt, napięcia wokół cieśniny Ormuz i niepewność co do dalszego rozwoju wydarzeń windują ceny ropy na światowych rynkach. A to niemal automatycznie przekłada się na ceny przy dystrybutorach.

Zdaniem Michała Stajniaka, analityka surowcowego XTB, scenariusz, w którym ropa osiąga poziom nawet 150–200 dolarów za baryłkę, jest realny. To oznacza jedno – ceny paliw mogą przekroczyć psychologiczną barierę 10 zł za litr. I nie musi to być wcale górna granica.

Podobnie ostrożni są inni eksperci rynku paliw. Jak wskazuje dr Jakub Bogucki z e-petrol.pl, już dziś są miejsca w Polsce, gdzie diesel kosztuje około 8,60 zł za litr. – Niewiele trzeba, żeby zobaczyć 9 zł, a potem kolejne poziomy – ocenia.

Dodatkowo sytuację podgrzewają decyzje krajowych koncernów. Ostatnie podwyżki cen hurtowych, sięgające ponad 500 zł na metrze sześciennym, pokazują, że presja rośnie także na rynku wewnętrznym. To sygnał, że podwyżki na stacjach mogą być tylko kwestią czasu.

Kluczowe pytanie brzmi: jak długo potrwa konflikt. Nawet jeśli doszłoby do zawieszenia broni, eksperci studzą optymizm. Odbudowa łańcuchów dostaw i stabilizacja rynku ropy nie nastąpią z dnia na dzień. To oznacza, że wysokie ceny paliw mogą utrzymać się znacznie dłużej.

Dla kierowców to zła wiadomość, ale dla gospodarki – jeszcze gorsza. Droższe paliwo oznacza wyższe koszty transportu, produkcji i usług. W efekcie uderzy to w ceny niemal wszystkich towarów.

Jeszcze niedawno pytanie brzmiało: czy zobaczymy 8 zł za litr. Dziś coraz częściej pada inne – kiedy na stacjach pojawi się 10 zł.