Koronawirus jeszcze oficjalnie nie dotarł do Polski, ale w sklepach już zaczyna brakować mydeł i żeli antybakteryjnych. Lekarze nie mają wątpliwości, że dokładne mycie rąk i unikanie dotykania nimi twarzy to jedna z najlepszych metod do walki z tym wirusem, który rozprzestrzenia się na podobnej zasadzie jak sezonowa grypa.

Polakom mycie rąk na pewno nie zaszkodzi. Z badań wynika, że myjemy je zdecydowanie zbyt rzadko. Blisko połowa Polaków nie myje rąk po skorzystaniu z toalety, a co piąta osoba nie myje ich po powrocie do domu (badanie Medexpress). Co dziesiąta osoba nie myje ich nawet po skorzystaniu z toalety publicznej (badanie Katrin).

Mycie rąk może uratować nie tylko przed koronawirusem, ale też salmonellą, grypą, biegunką, zatruciem pokarmowym czy WZW typu A. Czy w Polsce zabraknie żeli antybakteryjnych? Temat na razie śmieszy, ale pewnie przestanie śmieszyć, jeśli w Polsce powtórzy się na przykład włoski scenariusz, gdzie stwierdzono już ponad tysiąc przypadków choroby wywołanej przez koronawirusa. Sklepowe półki świecą pustkami, szczególnie brakuje żeli antybakteryjnych i maseczek ochronnych. Biznes przeniósł się do internetu. Na allegro można kupić najzwyklejsze maseczki od 2 zł.

Opustoszałe półki to też częsty obrazek w Niemczech, gdzie stwierdzono kilkanaście przypadków zachorowań. Jak podaje Deutsche Welle w związku z rozprzestrzenianiem się koronawirusa, niemieckie sklepy zanotowały wzrosty w obrotach o nawet 40 proc. Wynikają one prawdopodobnie z tego, że w obawie przed epidemią, Niemcy zaczęli robić zapasy. Z półek sklepowych znikają takie artykuły jak mydło, papier toaletowy czy konserwy.