Farmy wiatrowe mają powstawać bliżej domów. Liberalizację przepisów zapowiada Ministerstwo Rozwoju, Pracy i Technologii. W najbliższym czasie informacja no tym ma pojawić się w wykazie prac legislacyjnych rządu. Chodzi o ustawę o inwestycjach w elektrownie wiatrowe (tzw. ustawa odległościowa).

Przewiduje ona, że farmy wiatrowe mogą powstawać tylko na podstawie miejscowego planu zagospodarowania przestrzennego. Natomiast minimalna odległość wiatraków od zabudowań mieszkalnych to co najmniej dziesięciokrotność wysokości elektrowni mierzonej od poziomu gruntu do najwyższego punktu, wliczając elementy techniczne (także śmigi).

Oznacza to, że za każdym razem odległość będzie inna i wyniesie na ogół ok. 1 do 2,5 km, co wywołuje wiele kontrowersji. Zasady są sztywne: z jednej strony to gminy mogą decydować o lokalizacji farm wiatrowych, a z drugiej strony nie mają nic do powiedzenia o odległości wiatraków od zabudowań.

Ministerstwo Rozwoju, Pracy i Technologii chce to zmienić. Zapowiada, że przepisy będą bardziej elastyczne. Więcej do powiedzenia będą miały gminy i mieszkańcy. O jaką dokładnie odległość wiatraków od domów chodzi? Jeszcze dokładnie nie wiadomo. W 2020 r. resort rozwoju zapowiadał, że prawdopodobnie będzie to co najmniej 500 metrów.

Nowe przepisy mają też uelastycznić zasady budowy domów w sąsiedztwie istniejących farm wiatrowych. Resort rozwoju zapowiada też zmiany w procedurach przyjmowania miejscowego planu zagospodarowania przestrzennego. Te związane z ustawą odległościową mają potrwać trzy tygodnie. Ponadto gminy będą miały obowiązek informowania mieszkańców o tego rodzaju inwestycjach, np. poprzez obowiązkowe wysłuchanie publiczne, wydłużony czas zbierania uwag itd.