Jak sam mówi czuje się całkowicie spełnionym zawodowo człowiekiem sukcesu. Posiada jedną z najlepiej ulokowanych kawiarni w samym środku międzyzdrojskiego parku. Siedzibę swojej firmy ma w Baszcie w Szczecinie, choć jak sam twierdzi woli pracować przy dźwiękach fortepianu w swojej nieruchomości na Zanzibarze. Prezentujemy rozmowę z Piotrem Drońskim, podbijającym rynek pośredników sprzedaży nieruchomości.

Jak Pan wspomina swoje początki?

W latach studenckich byłem konferansjerem i DJ bo to kocham, po 5 latach  przyszła refleksja, że należy zmienić zawód. Pozostała pasja, a pracą stało się pośrednictwo. Otworzyłem pierwsze, drugie, czwarte biuro i tak zdobywałem szlify. Lubię to, bo lubię pracę w terenie, pracę z ludźmi. Zacząłem jako szkolący się rzeczoznawca majątkowy jednak to było zbyt statyczne. Skokami rodziły się pomysły, które ciągnęły mnie do przodu. A to zakup 700 letniej baszty, który zmienił nazwę firmy, a to spektakularna transakcja, która niczym paliwo lotnicze pozwoliła wyskoczyć do przodu. Pojawiła się sala koncertowa w Szczecinie, którą przez 2 lata z powodzeniem prowadziłem, a jak wiadomo każdy biznes na tle kultury zawsze wygląda lepiej, ładniej. Była to duża przyjemność jednak przedsięwzięcie całkowicie niedochodowe. Organizowałem 100 koncertów rocznie, przedstawień teatralnych, recitali i występów dla dzieci i dorosłych.

Pomysły ze sprzedażą w Dubaju, na Seszelach, Florydzie, Szwajcarii czy w tej chwili na Zanzibarze na którym mieszkam rodziły się pod wpływem impulsu popartym ciekawością świata. Każdego roku sprzedaję wiele ładnych nieruchomości, apartamentów i działek. To są akcenty mojej pracy, które sprawiają, że się uśmiecham. Nigdzie się nie spieszę, a czas ma na wszystko i dla wszystkich. Czuję, że żyję.

Najbardziej spektakularna transakcja Piotra Drońskiego? 

To sprzedaż działki pod najbardziej spektakularny akademik w Polsce we Wrocławiu na Ostrowie Tumskim. Pięciu graczy z całego świata walczyło o to, a ja sprzedałem to swoim klientom, inwestorom, którzy budują 20 takich akademików w Polsce. Transakcja na duże miliony i równie światową prowizję.

A jeżeli chodzi o rynek międzynarodowy?

Dla mnie to ciekawostka, bo kiedy jestem w egzotycznej Afryce, Kostaryce, Dubaju, Seszelach to jest to zawsze wyzwanie  jak sobie poradzę w tych nowych okolicznościach. Każdy kraj rządzi się bowiem swoimi prawidłami – tymi utartymi i prawnymi, ale w każdym trzeba się zgrabnie poruszać, żeby dopiąć bezpiecznie transakcje. Niemniej najwięcej robię ich w Polsce, od gór po pomorze.

Co zrobić żeby wpaść w oko Piotrowi Drońskiemu? To Pan szuka okazje czy one szukają Pana?

Nie ma okazji na rynku. One się w bólach tworzą, trzeba je kreować. To dość utarte powiedzenie, ale żeby coś stało się okazją wymaga pracy i czasu. Na końcu pozostają dwie zainteresowane osoby – kupujący i sprzedający. Taka osoba jak ja, tworzy te okazje dysponując wiedzą co można np. zrobić z daną nieruchomością. Bardziej jednak patrzę na to kto za taką nieruchomością stoi. Czyli patrzę na właściciela, bo to on musi być partnerem, z którym przejdę te trudniejsze i łatwiejsze momenty. Nie ma dla mnie nieruchomości z którą bym sobie nie poradził. Zawsze to kwestia czasu, ceny i pomysłu na jej sprzedaż.

Obcuje Pan z różnymi ważnymi osobistościami, operuje kwotami o których większość ludzi mogłaby marzyć, a niewiele osób wie, że jest Pan stąd

Jestem stąd, bo w Międzyzdrojach już 35 lat temu pilnowałem ludzi jako ratownik, uczęszczając do szkoły. Zakochałem się w tym miejscu stąd 27 lat temu otworzyłem w hotelu Amber Baltic  biuro nieruchomości. Turyści, którzy przyjeżdżali myśleli, że to jest jakiś „autovermietung” bo jakie nieruchomości w małej rybackiej miejscowości?

Miałem taką wizję pojawić się tu jako pierwszy. Obecność w takich miejscach stawia człowieka – i to co robi – w nieco innym świetle. Dlatego też jesteśmy ze swoim biurem w Warszawie, przez wiele lat w hotelu ADLON Kempinski przy Bramie Brandenburskiej w Berlinie, dlatego jesteśmy na Zanzibarze, a w tym miesiącu otwieramy biuro w Monachium.  Jeżeli Pan siedzi na tle oceanu indyjskiego i rozmawia kompetentnie z klientem o tym co Pan robi, a dzieje się to na tle dobrej muzyki, restauracji, biura i to wszystko się wpisuje w filozofię życia – pracy, przyjemności i umiejętności łączenia tego wszystkiego to nie ma rzeczy niemożliwych i jest to na wskroś wiarygodne.

Praca z Zanzibaru jest możliwa, z łączniem pracy w Polsce?

Właśnie wróciłem z Zanzibaru na którym byłem 50 dni. Jak ma Pan internet, który kosztuje tam astronomiczną jak na afrykańskie warunki kwotę, bo Pan tam za 800 złotych kupuje to co w Polsce kosztuje 30 zł, to  po prostu może Pan wykonywać telefony i prowadzić interesy poprzez korespondencję mailową. Co ważne, to pomimo, iż leci się tam łącznie dobę różnica czasu wynosi zaledwie godzinę lub dwie. Nie stanowi to żadnej przeszkody w komunikacji z rodziną czy klientami. Po długim locie na Zanzibar wzdłuż południka, normalnie się funkcjonuje.

Przenieśmy się z Zanzibaru do Międzyzdrojów. Ściąga Pan za sobą inwestycje, ostatnio była mowa o wykorzystaniu molo

Udział w tej inwestycji ma siłą rzeczy Skarb Państwa, jako właściciel terenu na którym stoi molo wybudowane przez niemiecką firmę Adler Shiffe To właśnie ta firma szukała prywatnego partnera, żeby zrealizować to co jest możliwe z wykorzystaniem  potencjału tego miejsca. Za zgodą Ministra Rybołówstwa, który odpowiada za inwestycje nad morzem i na morzu, uzyskaliśmy zgodę na to, żeby na końcu mola pojawił się hotel, a pośrodku pasaż handlowy. Do takich dużych inwestycji wymaga się partnera nie tylko z dużymi pieniędzmi ale i doświadczeniem. Ja takiego pozyskałem, podpisał on umowę, w tej chwili panowie projektują i mają dwa lata na całą procedurę uzyskania pozwolenia na budowę. Myślę, że po jego uzyskaniu  wszystko stanie w 5 – 6 lat. Budowa na morzu praktycznie niczym nie odbiega od budowy na brzegu. Takie same pale, tylko komunikacja może być utrudniona.

Czuje Pan wsparcie jako przedsiębiorca w związku z polityką rządu, czy czuje Pan niepokój?

Mam wyrobione zdanie polityczne, ale staram się uciekać od polityki. Dla mnie nigdy nie było pola do robienia transakcji z urzędami, miastem. Te jednostki mają swoje działy, żeby sprawnie zarządzać nieruchomościami. Jeżeli mają one taki obowiązek prawny, nie mogą się wyręczać takimi firmami jak ja bo musiałyby zapłacić prowizję, a tego robić ustawowo nie mogą. Dlatego tu nie ma miejsce dla mnie, a mam 100% transakcji na styku tylko prywatnych przedsiębiorców.

Pytałem raczej o politykę krajową

Jestem ambasadorem naszego kraju w najlepszym tego słowa znaczeniu. W każdym miejscu w którym się pojawiłem reprezentuje siebie, swoją rodzinę, firmę, miasto, swój kraj i robię to najlepiej jak to możliwe. Inni są delegowani przez Premiera jako ambasadorzy i pracownicy ambasad, a ja opłacając to z własnych pieniędzy czynię to najlepiej jak potrafię i uważam, że zostawiam po sobie kawał dobrej pracy. Co do postrzegania Polski w związku z pewnymi działaniami rządu, są pewne posunięcia pod którymi nie jestem w żaden sposób się podpisać. Za Młynarskim jednak powiem, róbmy swoje więc i ja robię. Chce przyczyniać się nieustannie do rozwoju miejsca w którym przebywam. Moim ostatnim pomysłem jest Arabia Saudyjska, tam będziemy nie tylko sprzedawać nieruchomości, ale także lokować polskie i niemieckie firmy ze swoimi usługami i produktami. Przez 5 następnych lat Arabia Saudyjska wyda majątek na dorównanie Dubajowi i zmianę sposób postrzegania tego kraju przez resztę świata właśnie przez pryzmat szeroko zakrojonych inwestycji.

Nawiązując do miejsca w którym Pan przebywa, to ściągnął Pan do Międzyzdrojów – o czym niewiele osób może wiedzieć – markę Rolls Royce

Realizuję różne pomysły. Dziś pomyślałem sobie, że doprowadzę do charytatywnych koncertów moich ulubionych muzycznych artystów: Sade Adu i Diana Krall w Piano Cafe na Zanzibarze, które wybuduje na działce nad oceanem. Mam taką ideę, że taki artysta przyjeżdża i daje darmowy koncert niczym Simply Red w Hawanie dla lokalnej społeczności. Podobnie było tu w Międzyzdrojach z pomysłem na wspólny event z taką firmą jak Rolls Royce. Imprez było oczywiście więcej,  ale opowiadając o tym evencie sięgamy szczytów.

W Międzyzdrojach, miejscu bliskim mojemu sercu, a jestem też byłym mieszkańcem Kamienia Pomorskiego, więc ten region jest mi doskonale znanym… po prostu chciałem pokazać, że dla światowej firmy to miejsce może być choć przez chwilę iście światowym. Byli oni pod wrażeniem samej formuły, miejsca i gości, a mi pozwoliło to na wprowadzenie równie światowego akcentu do Międzyzdrojów. Niech każdy przedsiębiorca zrobi tylko taki jeden event jak ja, a miasto, region, turyści i sami mieszkańcy bardzo na tym skorzystają.  Pracowałem nad tym 3 lata, a przesądziłem o tym ostatecznie kupując Rolls Royca, aby utożsamić się z marką i zostać jego autentycznym partnerem i ambasadorem. Od tej pierwszej imprezy Rolls Royce chce na stałe wejść do kalendarza imprez Międzyzdrojskich! W ślad za tym idzie Bentley, Ferrari i parę innych światowych marek, z którymi robię transakcje.

Jedno z pytań czytelników dotyczy właśnie Pana Rolls Royca który wzbudził tu spore poruszenie. Jak Pan mógłby opisać swoje auto?

Usłyszałem kiedyś, że trzeba być ostrożnym w formułowaniu swoich marzeń i ich realizacji bo mogą nas zaskoczyć. Przewrotnie powiem, że do końca życia nie chcę jeździć żadnym innym autem. To auto jest absolutnie doskonałe w swoim wydaniu, jakości, kwintesencji ludzkiego zmysłu wykonania niczym zegarek Philippa Patka w którym mamy przecież polski akcent.

Chciałem pokazać, że taka marka zainicjowana przez Henrego Rollsa wraz ze swoim wspólnikiem pojawia się w Międzyzdrojach. Do tej pory takie imprezy były w Kitzbuhel w Austrii, Szwajcarii czy Monte Carlo. Nadszedł czas na Międzyzdroje. Ktoś by powiedział po co Rolls Royce w Międzyzdrojach?

Po co się ludzie wspinają w górach? Po co inni tańczą? To hołd złożony przeze mnie marce, ludziom z pasją,  którzy potrafili przez 100 lat pokazać, że można robić coś na pograniczu doskonałości. Chciałbym się do tego zbliżać w swoje pracy w każdy możliwy sposób. Szalenie mnie to motywuję, jak i naszego artystę malarza Krisa Kaminskiego autora galerii obrazów w naszym Piano Cafe i loga Rolls Royce namalowanego na podkładzie z 24 karatowym złotem.

Piano Cafe, ta restauracja to w centrum parku to realizacja marzenia?

Kocham to miejsce i tą formułę pracy, po prostu kocham! Rozmawiamy, a w tle słyszymy fortepian. Przyjedzie Pan na Zanzibar, będziemy wspominać tą rozmowę, a w tle będzie słychać fortepian. Dla mnie to magiczny instrument. Skończyłem z biurami w których mam tylko piękną recepcję, uroczą recepcjonistkę i czekający na klientów personel. To za mało! Chce miejsca w którym wypatrując klienta, nie czekam bo jestem zajęty czymś innym. Lubię kontakt z ludźmi, więc lubię z nimi przebywać, stanąć w miejscu pracy kelnera, barmana. Lubię być blisko tych którzy z gości staną się klientami, albo byli moimi klientami, a stali się gośćmi. Robię to wszystko wcześniej za dnia sprzedając nieruchomości za 50 mln. Jedno drugiemu nie przeszkadza.

Nazwałby się Pan człowiekiem sukcesu?

Tak, zdecydowanie. Sukces ma różny wymiar i znaczenie. Cokolwiek to znaczy to dla mnie odpowiedź na proste pytanie czy czuje się szczęśliwy i spełniony z tego co robię i jak żyję jest jednoznaczna – tak! Tym co robię i osiągam dzielę się z wieloma ludźmi, którym zaszczepiam ziarno wiary w to, że jak stawiamy sobie cel, nawet taki odległy i trudny do zrealizowania to robimy wszystko, aby go osiągnąć. A przede wszystkim dzielę się tym sukcesem…

Oczywiście nic nie dzieje się samemu, nie wierzę w samodzielne projekty. Wierzę, po prostu to, że można zainicjować różne rzeczy, ale potrzebni są ludzie, których Pan ma, rodzinę która Pana wspiera czy przyjaciół, którzy mogą nic nie robić, ale jak zefir dadzą taki pozytywny feedback w odpowiedzi na to co Pan robi.

Piotr Droński planuje jakieś eventy o randze międzynarodowej dla Międzyzdrojów?

Oczywiście, że tak! Ferrari, Bentley, Aston Martin, Lamborghini, superszybkie łodzie, a dlatego wcześniej nawiązałem do Phillipa Patka, bo to też ciekawa historia sprzed zaborów. Polak udający się do Szwajcarii niczym Rolls Royce tworzy markę jedyną, niepowtarzalną i na szczycie tych doskonałych zegarków numer jeden. Chciałbym zorganizować taki event, podczas którego pojawią się marki zegarmistrzowskie. To kwintesencja ludzkiej doskonałości. Tego robot nie zrobi za człowieka. Pamiętam taką anegdotę, jak nieżyjący już niestety Jan Kulczyk przyjechał do Genewy i miał zastrzeżenia co do punktualności swojego bardzo drogiego zegarka Philippa Patka. Odpowiedziano mu grzecznie, że jeżeli potrzebuje precyzyjnego czasomierza powinien kupić Casio albo Seiko (śmiech).

Ile w tym prawdy? Nie wiem, ale coś w tym jest. Ja z podziwem patrzę na ludzi którzy robią coś lepiej ode mnie. Zastanawiam się wtedy, na jakich lekcjach nie byłem, co mógłbym zrobić lepiej żeby w życiu osiągnąć z myślą o sobie, ale by mieć większe możliwości podzielenia się z tymi, którzy mogą wówczas usiąść ze mną do dłuższego stołu. Tu w Piano chętnie dzielę się sukcesem z każdym kto tu przyjdzie i wyrazi wolę współpracy. Dlatego ważne jest, aby wspierać każdą inicjatywę i jej nie gasić.

Jestem odporny na krytykę, radzę sobie z tym. Hejt to coś o czym tylko czytam, wiem że coś takiego jest, ale nie wpływa to na mnie. Jestem silnym człowiekiem, jednak jest wiele osób o spokojniejszej osobowości i delikatniejszym wnętrzu. Takich ludzi łatwo można zniszczyć i temu zawsze się przeciwstawiam. Trzeba ich bowiem bronić, bo to właśnie oni czynią nasze życie wyjątkowym pomagając w realizacji naszych celów.

Emerytura w Polsce czy na Zanzibarze?

Będę w tylu miejscach w ilu jest to tylko możliwe. Zanzibar wybrałem na mój drugi dom i tam się doskonale znalazłem. Mam taką myśl – człowiek ma tyle żyć, w ilu miejscach funkcjonuje zawodowo i osobiście. Ja funkcjonuje naprawdę intensywnie – bo tak chcę i lubię. Jeżeli jestem na Zanzibarze, w Warszawie, objeżdżam Polskę, na każdy weekend jestem w Międzyzdrojach to wzbudzam tym pozytywną zazdrość u tych, którzy są w takim raju jak Zanzibar, że potrafię z niego na chwilę wyjechać, aby zobaczyć miejsca, z których mogę postrzegać świat inaczej.

Warto jest swoje życie wzbogacić o wszystko to z czym możemy się zmierzyć, a co wymaga od nas tylko tego, abyśmy wcześniej się budzili, żeby nam się chciało i żebyśmy z uśmiechem kładli się spać  i tak też wstawali. Na Zanzibarze mówi się na dzień dobry – „Jambo”. Wyobraża sobie to Pan powiedzieć nie będąc uśmiechniętym? To wręcz niemożliwe :)

Na koniec, żeby znać smak sukcesu musi człowiek doświadczyć porażek. Jeżeli zamieniałbym wszystko niczym Midas w złoto to jakie miałbym poczucie tego co jest prawdziwym sukcesem? Sukcesem jest też umiejętność powstania i zniesienia tylu porażek ile u innych przesądziłyby już o zakończonej karierze. Jeżeli dalej potrafimy się z tym mierzyć, na końcu czeka nas nagroda. Warto o to zawalczyć mając określony cel. Nie musi on być dalekosiężny. Ja żyję dniem dzisiejszym. Jutro potrafię ogarnąć i przewidzieć, ale nie wiem gdzie będę za tydzień, nie potrafię się umówić z dłuższym wyprzedzeniem. Działam tu i teraz. Wstaje rano, jestem otwarty na to co daje mi życie mając tak wspaniałą rodzinę, dzieci, gości i klientów, których spotykam w swojej pracy. Mam powody do tego, żeby być szczęśliwym człowiekiem i tym samym mieć energię do uszczęśliwiania innych. Tak właśnie postrzegam tą naszą chwilową – bądź co bądź – obecność na Ziemi i rolę jaką mamy do spełnienia – tym co na co dzień robimy dać od siebie jak najwięcej dobrego dla jak największej liczby ludzi…

Dziękuję za rozmowę