W kilku miejscach w Polsce, w tym w Dziwnowie rozpoczął się dziś strajk ostrzegawczy. Rybacy protestują, w związku z całkowitym zakazem dorsza, a przede wszystkim brakiem rozmów ze strony Ministerstwa Gospodarki Morskiej na temat ich przyszłości.

Dzisiejszy protest ma na celu powiedzenie co dalej z rybołówstwem, co z załogami, co z pracownikami i firmami. Co z całą branżą rybacką? – dopytuje jeden z uczestników protestu.

Około godziny 14, oflagowane kutry na znak protestu wobec traktowania branży wypłynęły z portu w Dziwnowie. Protesty odbyły się także w innych portach, w których stacjonują łodzie i kutry rybackie.

Wszyscy jesteśmy świadomi, że ten zakaz musiał nastąpić, bo tego dorsza było po prostu coraz mniej. Dobrze, że obowiązuje on wszystkie kraje nadbałtyckiej. Jednak chodzi o coś innego, rząd przyjął a wychodzi na to, że to wszystko zostało scedowane na nas. Mogłem łapać tylko flądry i dorsze, więc dziś zostaje mi tylko flądra. Trzeba to jakoś zrekompensować rybakom. Na jednym kutrze pracuje po kilka osób, każdy ma kredyty, zobowiązania. Ten zakaz przyszedł znienacka. Wyszliśmy w morze i nagle dowiedzieliśmy się, że o 23 jest zakaz połowu dorsza. Nie wiemy jak długo on potrwa – zaznaczają protestujący.

Wszystko z powodu wprowadzonego od stycznia tego roku zakazu połowu dorsza oraz faktem braku rozmów ze strony ministerialnej na temat pomocy i rekompensat z tytułu wstrzymania połowów.

Jedna wielka niewiadoma stanęła przed rybołówstwem. Dylemat rodzin, ludzi którzy żyli w tej branży. Nikt w Polsce nie wyżyje z flądry. Dodatkowo ukierunkowanie połowu na flądrę spowoduje całkowite przetrzebienie i tej ryby. Nie ma dla nas żadnej perspektywy, nie proponuje się żadnych rozmów i nie przedstawia wizji co nas czeka za kilka miesięcy – dodaje inny z uczestników protestu.