Kim są i czym się zajmują? Mówi się o nich stosunkowo niewiele. Dlaczego? Ponieważ nikt nie widzi ich interwencji, nikt nie jest w stanie zrobić zdjęcia z ciężkiej akcji ratującej życie. Chodzi o ratowników morskich. Często myleni są z ratownikami pracującymi na plaży. Otóż Morska Służba Poszukiwania i Ratownictwa działa na pełnym morzu, czasami również przy samym brzegu. Ratują i poszukują rozbitków. Dla marynarzy czy pasażerów często są jedynym ratunkiem. Własnie ukazał się projekt ustawy, która zapowiada likwidację Morskiej Służby Poszukiwania i Ratownictwa SAR. Ciężko uwierzyć? A jednak. Według nowego projektu SAR ma przejść pod Urzędy Morskie.

MSPiR w skrócie zwana SAR (z ang. search and rescue), w 2002 została wydzielona z Polskiego Ratownictwa Okrętowego. Przez te lata system w jakim pracują ratownicy morscy, a jest ich na polskim wybrzeżu około 200, został dopracowany i sprawdza się w sytuacjach kryzysowych. Ratownicy koordynowani są z centrum w Gdyni, ewentualnie z pomocniczego centrum w Świnoujściu. Akcje koordynują doświadczeni marynarze. W morze wyruszają ratownicy z 14 polskich portów, w tym kołobrzeskiego. U ujścia Parsęty zlokalizowana została Morska Stacja Ratownicza, w skład której wchodzi Brzegowa Stacja Ratownictwa oraz statek ratowniczy „Szkwał”. O dokonaniach ratowników staramy się informować na bieżąco, czy to po poważnych wypadkach, czy też po interwencjach związanych chociażby z zachorowaniami na morzu.

Od przyszłego roku, w służbie SAR wiele może się pozmieniać. Obecnie cały system podlega ministrowi właściwemu dla gospodarki morskiej. Ratownicy są dobrze wyszkoleni i wyposażeni. System działa jak należy. Stąd też pytanie jakie słyszymy, dlaczego ktoś chce zmieniać to co działa dobrze.

MSPiR według przygotowanego projektu ustawy miałaby zostać wcielona do Urzędów Morskich. Pracownicy SAR pytają dlaczego. Podzieleni zostaliby pomiędzy Urząd Morski w Gdyni i w Szczecinie ( słupski jest likwidowany). Obawy dotyczą sprawnego działania, skoro z jednej strefy zrobią się co najmniej dwie. A jak wiadomo na morzu nie ma wyraźnych granic. Kolejną kwestią budzącą niepokój są finanse. Czy kondycja U.M. pozwoli na utrzymaniu sprzętu na chociażby dotychczasowym poziomie. Łącznie w SAR zatrudnionych jest 300 osób. Co stanie się zatem z pracownikami Morskiego Centrum Koordynacji Ratownictwa, czyli tymi którzy dzięki doświadczeniu mogli sprawnie dysponować dostępnymi siłami i środkami. Jak w przypadku przekształceń traktowane byłoby ratownictwo morskie, skoro pracownicy SAR byliby kroplą w morzu urzędowych struktur? Niepewny jest także los załóg statków ratowniczych. O ile Brzegowe Stacje Ratownictwa w województwie zachodniopomorskim przeszłyby pod Szczecin, a w województwie pomorskim pod Gdynię, o tyle załogi statków ( w 2-tygodniowych cyklach) przenoszone są na różne statki.

Podległość służby SAR pod administrację morską nie jest praktyką często stosowaną w innych krajach. – Celem projektu jest poprawienie koordynacji i wykonywania zadań poszukiwania i ratowania życia na morzu, bezpieczeństwa i ochrony żeglugi oraz zwalczania zagrożeń i zanieczyszczeń na morzu w ramach środków i zasobów będących w posiadaniu jednostek podległych ministrowi właściwemu ds. gospodarki morskiej – czytamy w uzasadnieniu ustawy. Ratownicy pytają – po co niszczyć coś co działa… dobrze działa?

Przemysław Gryń
E-KG.pl