Futbol jest najlepszą parafrazą sytuacji związanej z pandemią. Rządowe obostrzenia znoszone ze względu na ustabilizowaną sytuację epidemiologiczną idą w parze z powrotem piłki nożnej i co najważniejsze kibiców na stadiony. Ze względu na brak spadków, a co za tym idzie fakt, iż IV liga liczy sobie aż 21 drużyn, rozgrywki ruszyły – wyjątkowo- już w ten weekend (miesiąc szybciej). Warto odnotować, że w Ekstraklasie czy I lidze wciąż trwa sezon 2019/20, a w przypadku wspomnianego wyżej szczebla nastąpiła inauguracja sezonu 2020/21.

Dla Gryfa Kamień Pomorski i Regi Trzebiatów był to pierwszy oficjalny mecz ligowy od początku marca. Czy zaistniała kiedykolwiek aż tak długa przerwa od grania? Chyba tylko, gdy przedwiośnie zamieniło się w ostatni ostry atak zimy. Wprawdzie obydwie drużyny grały sparingi, trenowały już od początku czerwca. Jednakże w słoneczne sobotnie popołudnie nastąpił pierwszy poważny sprawdzian. Kibice również byli spragnieni lokalnych potyczek i występów swoich ulubieńców, co potwierdza dość wysoka – jak na obecny wakacyjny czas – frekwencja. Jak przebiegła weryfikacja przygotowań do nadzwyczajnego sezonu? Po zaciętym meczu, obfitującym w emocję, Gryf ostatecznie przegrał w 2:3.

Pierwsze 20 minut zarówno gospodarze, jak i goście, ‘wzajemnie badali się’. Żadna z ekip nie zdecydowała się na szturmowe ataki. Obydwie drużyny cierpliwie czekały na błąd przeciwnika. Optyczną przewagę wynikającą z procentowo lepszego posiadania piłki miał Gryf. Zabrakło jednak piłkarzom z Kamienia konkretyzacji działań – strzały okazywały się niecelne albo brakowało precyzyjnego ostatniego podania. Rega liczyła na akcję z kontrataku i idealną szansę na trafienie stworzyła sobie w okolicach 30. minuty. Przepięknym crossowym podaniem kapitan trzebiatowian – Kamil Kordowski – wykreował sytuację, w której Adrian Rutkowski znalazł się sam na sam z bramkarzem gospodarzy – Bartoszem Rogowskim – lecz fatalnie spudłował.

Tuż przed gwizdkiem sędziego kończącym pierwszą połowę Szymon Kurczak dał gościom prowadzenie – 0:1. Był to bolesny cios dla podopiecznych Szymona Smerdela, gdyż jak wcześniej wspomniano, to oni tworzyli bardziej składne akcje, zwłaszcza w bocznych sektorach boiska. Zapewne taki przebieg miał wpływ na pierwsze minuty drugiej części spotkania. Bramka dodała wiary i uskrzydliła Regę. Efektem tego było podwyższenie prowadzenia za sprawą lidera środka pola gości. Efektownie minął w polu karnym dwóch defensorów z Kamienia i nie dał Rogowskiemu żadnych szans na skuteczną interwencję – 0:2.

Trener Czesław Michniewicz zwykł mawiać, iż 2:0 to najbardziej niebezpieczny wynik. Trzebiatowski zespół mógł ‘zabić mecz’, gdyby tylko Rutkowski miał tego dnia lepiej nastawiony celownik. Niewykorzystane okazję się mszczą – to powiedzenie ziściło się w 65. minucie. Po rzucie rożnym egzekwowanym przez Kacpra Wittbrodta do futbolówki dopadł Jan Skuratowski i dał tym samym nadzieję miejscowym fanom na co najmniej jeden punkt – 1:2. Za chwilę Gryf mógł wyrównać stan meczu, lecz na posterunku stał Sylwester Gładysz. Godne podziwu jest to, że mimo 45 lat na koncie wciąż prezentuję formę godną gry w wyjściowej jedenastce.

Zespół z Kamienia próbował wykorzystać zmęczenie przeciwnika. Swobodnie przedostawał się w pole karne gości, mimo to, skuteczność niesamowicie szwankowała – co zresztą przyznał po meczu trener gospodarzy, wskazując to jako główną przyczynę niepowodzenia. Gdy wydawało się, że kwestią kilku minut jest gol dla gospodarzy, to Rega zadała kolejny cios. 80. minuta, rzut rożny i w pojedynku główkowym lepszy okazał się Oskar Marcinkowski, który skierował piłkę do siatki – 1:3. Większość zebranych osób na stadionie myślała, że już nastąpił nokaut. Jednak w 86. minucie pomocną dłoń dla Gryfa wyciągnęła ekipa z Trzebiatowa, faulując jednego z graczy gospodarzy tuż przed polem karnym. Piłka po strzale Wittbrodta ze stałego fragmentu piłka trafiła początkowo w mur. Dobitka Szymona Włodarka okazała się skuteczna – 2:3. Tym samym zapowiadała się emocjonująca końcówka. Ostatnie minuty nie przyniosły żadnych zmian. Rega skutecznie i zimną krwią obroniła 3 punkty.

Reasumując, powrót IV ligi po pandemii został okraszony bramkami, składnymi akcjami i dużą dawką emocji. Najbardziej fanatyczna grupa kibiców z Kamienia Pomorskiego i Trzebiatowa stworzyła ciekawą oprawę widowiska, wspólnie dopingując obydwa zespoły w atmosferze wzajemnego szacunku i przyjaźni. Trzeba przyznać wprost – było to spotkanie godne powrotu ligowych zmagań po tak długim czasie. Spragnieni emocji odbiorcy piłki nożnej w najbliższym czasie nie będą mogli narzekać brak rozgrywki. Liga będzie grać aż do 12 grudnia. 

Wypowiedzi pomeczowe. Trener Gryfa Kamień Pomorski – Szymon Smerdel: Nie zasłużyliśmy na porażkę. Stworzyliśmy sobie wiele sytuacji, prowadziliśmy grę, lecz finalnie to kontrataki Regi okazały się bardziej skuteczne. Był to pierwszy mecz po długiej przerwie i w dodatku u siebie, więc chcieliśmy go wygrać.  Mnie szczególnie cieszy zaangażowanie chłopaków i zadowala poziom naszej gry, mimo porażki. Staraliśmy się grać w piłkę, a nie ją kopać. Wszystko to będzie procentowało, bo w zespole zaszły spore zmiany personalne i było mało czasu, aby moi piłkarze zgrali się ze sobą. Trzeba troszkę uzbroić się w cierpliwość. Na podstawie dzisiejszego występu jestem w stanie dostrzec, że będzie tylko lepiej. Przede wszystkim należy poprawić skuteczność, ponieważ nie możemy marnować tak wielu okazji, jeśli chcemy zwyciężać.

Trener Regi Trzebiatów – Maciej Kiszkiel: Był to dla nas ciężki mecz, zważywszy, iż został rozegrany na sztucznej murawie, na której rzadko gramy i trenujemy. Pokazaliśmy charakter, tworzyliśmy dość składne akcje, zrealizowaliśmy założenia odnośnie do I połowy. Pierwsze mecze zawsze są ciężkie dla wszystkich, ale dziś to my wygraliśmy, z tego się cieszę i gratuluję moim piłkarzom postawy i wyniku. Cieszy mnie dobra gra Guzewskiego – zawodnika 2003 r., cieszy mnie forma Szymona Kurczaka, a także bramkarza. Muszę przyznać, że z II trenerem – Marcinem Murawskim – wahaliśmy się w kwestii obsady tej pozycji, bo rezerwowy bramkarz, również w sparingach prezentował się przyzwoicie. Muszę jednak powiedzieć otwarcie, że cały zespół spisał się nieźle.

źródło:
Piotr Stolarczyk