Grozi nam potężna katastrofa ekologiczna swym zasięgiem obejmująca cały polski Bałtyk, która na co najmniej 100 lat może całkowicie zniszczyć życie w morzu. Jak informuje RMF FM, pismo z takim ostrzeżeniem podpisane przez prezesa NIK Mariana Banasia trafiło do kancelarii premiera.

Z prowadzonej kontroli NIK wynika, że zagrożeniem są „tak zwane bojowe środki trujące”, czyli toksyczne chemikalia głównie z czasów II wojny światowej zatopione w wodach Bałtyku, a także wraki statków i okrętów, których zbiorniki wciąż są wypełnione paliwem. Takich rdzewiejących wraków – jak twierdzą kontrolerzy – są setki.

Według Najwyższej Izby Kontroli, zagrożeniem są nie tylko chemikalia, ale także całkowita bezczynność rządu w tej sprawie. NIK zarzuca rządzącym całkowite umywanie rąk i ucieczkę przed realnymi problemami przez instytucje, które mają dbać o bezpieczeństwo ekologiczne. Jak wynika z listu, i ministerstwo gospodarki morskiej, i resort środowiska, główny inspektor ochrony środowiska, czy wojewodowie, twierdzą, że rozwiązanie problemu nie należy do ich kompetencji.

Natomiast NIK twierdzi, że nie tylko nie ma mowy o likwidacji zagrożeń związanych z rdzewiejącymi pojemnikami z bronią chemiczną czy wrakami z paliwem, ale wymienione instytucje nie podejmują nawet prób monitoringu tych zagrożeń albo robią to bardzo opieszale. Eksperci z Global Compact Network Poland alarmują, że nieopodal Darłowa, Kołobrzegu czy Dziwnowa na głębokości odpowiednio 90, 65 i zaledwie 10-12 m, czyli bardzo płytko, mogą zalegać beczki z bronią chemiczną.