Fryzjer z Prudnika przekonywał, że feralnego dnia przyszedł do salonu, żeby przygotować dokumentację. W tym czasie na pogawędkę wpadł znajomy, któremu podciął włosy, ale zapłaty nie przyjął. Sprawa miała finał w sądzie informuje portal nto.pl. Wojewódzki Sąd Administracyjny po rozpoznaniu umorzył sprawę. 

Do zdarzenia doszło 22 kwietnia 2020 roku w Prudniku. Z policyjnej notatki wynikało, że feralnego dnia – mimo zakazu – fryzjer strzygł w swoim salonie klienta. Funkcjonariusz odnotował również, że w chwili podjęcia interwencji ani fryzjer, ani klient nie stosowali się do obowiązku zakrywania ust i nosa.

Mężczyzna został ukarany 500 złotowym mandatem za nieprzestrzeganie obostrzeń. Powiatowy inspektor sanitarny w Prudniku wszczął postępowanie administracyjne o nałożenie kary i wymierzył 10 tys. złotych kary. Mężczyzna odwołał się, jednak Wojewódzki Inspektor Sanitarny utrzymał karę w mocy. Dopiero Wojewódzki Sąd Administracyjny zwrócił uwagę, że Rada Ministrów zrezygnowała z wprowadzenia stanu klęski żywiołowej, a więc uznała, że „zwykłe środki konstytucyjne” wystarczą, aby opanować istniejący stan epidemii. Sąd podkreślił też, że w drodze rozporządzenia nie można było zakazać prowadzenia działalności gospodarczej. „Rada Ministrów upoważniona była wyłącznie do wprowadzenia rozporządzeniem ograniczeń w zakresie korzystania z wolności działalności gospodarczej” – czytamy w uzasadnieniu. Czasowe ograniczenie prowadzenie działalności – jak zaznaczył WSA – nie może natomiast oznaczać jej zakazania.