Zaczynała od dowożenia dzieci własnym samochodem, dziś kieruje zakładem zatrudniającym 240 osób, o budżecie na poziomie kilkunastu milionów złotych. Choć widzi i cieszy się z każdego sukcesu, który tworzy nowe perspektywy dla niepełnosprawnych to do polityki się nie wybiera, bo jak mówi najważniejsi są dla niej podopieczni. Pomimo, że nie lubi rozgłosu wokół swojej osoby, to nam udało się namówić ją na wywiad. Prezentujemy rozmowę z kolejną osobistością Powiatu Kamieńskiego, której działania na przestrzeni ostatnich lat niewątpliwie zmieniły oblicze Kamienia Pomorskiego.

Kiedy zrodził się ten pomysł? Jak to się stało, że Jolanta Janik z grupą osób zaczęła walczyć o niepełnosprawnych?

Dlaczego? Jeden z moich synów urodził się z zespołem downa. Nie znaliśmy powodów pomimo badań genetycznych, usłyszeliśmy, że to XXI wiek i takie przypadki się zdarzają. Byłam młoda, niedoświadczona. Szukaliśmy pomocy wszędzie, szukaliśmy złotej tabletki, która wyleczyłaby moje dziecko bo nie wiedzieliśmy na czym to polega. Chodziłam na zajęcia do przedszkola ze swoim dzieckiem, bo nie mógł on zostać przyjęty. Poświęcałam czas na rozwój swojego dziecka. Otrzymał nauczanie indywidualne i pewnego razu pojechaliśmy na turnus rehabilitacyjny, gdzie zobaczyliśmy grupkę osób z innego powiatu, którzy zawiązali stowarzyszenie i założyli ośrodek rehabilitacyjny. Dopiero wtedy zobaczyliśmy, jakie dzieci mają możliwości w tym ośrodku. Postanowiliśmy poszukać grupy osób, która też borykała się z takimi problemami jak my.

Na początku było nas 15. Chciałabym podziękować Pani Zosi Paczyńskiej, która była dyrektorem poradni. Pierwsze założycielskie spotkanie zrobiliśmy w 1996 roku właśnie u Pani Zosi. To ona prowadziła nauczanie indywidualne mojego syna i pomogła założyć nam stowarzyszenie oraz placówkę dla osób niepełnosprawnych. Stowarzyszenie rośnie z naszymi dziećmi, ich potrzeby wskazują nasze dalsze kierunki działań.

Gdzie zaczynaliście?

Siedzibą stowarzyszenia był mój prywatny dom w Kamieniu Pomorskim. Nigdy z tego tytułu nie wzięłam żadnej złotówki dla siebie. Później staraliśmy się o budynek na ulicy Kopernika. Był tam zdewastowany budynek po szkole, który staraliśmy się uzyskać od gminy. To był 1997 rok, chodziliśmy wtedy na sesje rady. Otrzymaliśmy go nieodpłatnie. Całkowicie zrujnowany obiekt musieliśmy zaadaptować sami. Zbieraliśmy wszędzie środki, składali się nasi członkowie. Powiem, że maluchem z Alfredą Terentowicz jeździliśmy do Załomu po kable na Kopernika. Posiłkowaliśmy się też pomocą żołnierzy czy więźniów. Sama dowoziłam ich nieodpłatnie swoim samochodem. Po naszej stronie leżało tylko zapewnienie materiałów. Na wykonanie centralnego ogrzewania w budynku zastawiłam swój prywatny dom. W taki oto sposób, pilnując nocami budynek w 1998 roku od września mogliśmy rozpocząć działalność. Od 2000 roku byliśmy już dotowani przez Powiat Kamieński.

To też nie było łatwe. Na jednej z sesji radni chcieli zdecydować o przydziale dotacji na ucznia niepełnosprawnego, na poziomie zdrowych dzieci.

Tak, pamiętam tą sesję. Później były już wytyczne mówiące o tym, że środki dla niepełnosprawnych są znaczone i radni nie mieli na to wpływu. Zaczynałam od funkcji przewodniczącej, pełnie tą funkcję od samego początku. Przeszłam wszystkie szczeble pracy, od wożenia dzieci swoim samochodem np. z Golczewa do naszej placówki.

Zaczynaliście od 15 a później okazało się, że potrzeby są większe.

Po roku okazało się, że są w tej 15 rodzice, którzy posiadają w swojej rodzinie niepełnosprawne osoby dorosłe i dla nich nie ma żadnej perspektywy. Stąd decyzja o powołaniu warsztatów. Udało się to dzięki niewykorzystanym środkom z PFRONu. W taki oto sposób na drugiej połowie budynku przy ulicy Kopernika powstał Warsztat Terapii Zajęciowej. Tak to się toczyło, a z biegiem czasu okazało się, że znów posiadamy zbyt mało miejsca, więc zaczęliśmy się starać o budynek na ulicy Garncarskiej.

Był on ruiną, w której młodzież organizowała libacje alkoholowe.

Tak, budynek groził zawaleniem. Na wejściu do OREWu można zobaczyć zdjęcia. To był 2002 lub 2003 rok. Otrzymaliśmy go od Powiatu za symboliczną złotówkę, warunkowo że to zaadaptujemy i będziemy prowadzić działalność stowarzyszenia. Świadomość się poszerza, potrzeby naszych dzieci dalej rosły. Dzieci w przedszkolu, wczesne wspomaganie to bardzo ważne, że prowadzimy integrację.

Łącznie na różne cele, z różnych źródeł udało nam się pozyskać na budynek przy ulicy Garncarskiej 9 mln złotych. Ośrodek skupiał już wtedy 50 osób. Chciałabym tu podziękować wszystkim Mieszkańcom Kamienia Pomorskiego oraz urzędnikom, z których życzliwością i pomocą się spotkałam, aby rozwiązać powstające wtedy problemy.

Nie tylko stowarzyszenie rosło, ale Pani także się rozwijała. Z tego co udało mi się dowiedzieć, z wykształcenia jest Pani krawcową, a dziś kieruje największym zakładem pracy w Kamieniu Pomorskim.

Po urodzeniu mojego dziecka musiałam się zmotywować. Powołaliśmy stowarzyszenie i rozpoczęłam edukację, skończyłam licencjat z ekonomii, magisterkę z zarządzania przedsiębiorstwem. Później były studia podyplomowe z pomocy społecznej, zarządzania ekonomią społeczną i zarządzaniem służbą zdrowia. Nigdy nie jest za późno na to, żeby coś w życiu dla siebie zrobić.

Moje działania zawsze wspierał mój mąż. Zawsze wiedzieliśmy, że ja zajmowałam się edukacją naszego syna a mąż zajmował się zakładem i utrzymaniem pozostałej trójki dzieci. Dziś jestem szczęśliwa, syn przeszedł wszystkie szczeble placówek i znajduje się w Zakładzie Aktywności Zawodowej. Nie jest zamknięty w domu, funkcjonuje i może sam decydować o swoich działaniach. Chciałabym jeszcze kolejnego etapu, mieszkań do samodzielnego funkcjonowania. Chcemy mieć rozwiązanie dla niepełnosprawnych z naszego regionu na każdym etapie życia. Od urodzenia do później starości. Potrzebujących jest mnóstwo, przybywa nam bardzo dużo osób.

Zaczynaliście od jednego budynku, a dziś nabywacie kolejne nieruchomości.

Kupiliśmy w międzyczasie budynek przy ulicy Szpitalnej. Dzięki dofinansowaniu Banku Gospodarstwa Krajowego, chcemy stworzyć 12 mieszkań, w których podopieczni przy swoich opiekunach będą mogli chodzić do swojej placówki, pracy, wracać i funkcjonować wśród swoich kolegów i koleżanek samodzielnych.

Wszystko się zmienia. Budynku przy ulicy Kopernika już nie ma, teraz wyrosło tam coś na miarę pięknego obiektu przy ulicy Garncarskiej. 

Chcemy tam stworzyć Zakład Aktywności Zawodowej, pensjonat dla osób przyjeżdżających, kręgielnie, restaurację i bar w którym pracują osoby niepełnosprawne przy nadzorze trenerów. To będzie obiekt ogólnodostępny dla Mieszkańców. Myślę, że z korzyścią dla wszystkich. Do tej pory udało nam się pozyskać na te zadania 6,6 mln złotych. Brakujące środki będziemy pozyskiwać z kredytów. Mamy promesę i uważamy, że w maju dopuścimy ten budynek do pełnej działalności.

Czy są jeszcze jakieś cele dla stowarzyszenia? 

Tak, mamy ośrodek wczasowy w Buniewicach. Chcemy zrobić z niego obiekt turystyczny dla niepełnosprawnych połączony z rozwojem aktywności zawodowej.

I małymi krokami zarządza Pani największym zakładem pracy w okolicy. 

Zaczynaliśmy od 3 osób zatrudnionych z 15 osobami niepełnosprawnymi. Dziś mamy zatrudnionych prawie 240 osób. Prowadzimy dużo dodatkowych projektów, a nasze placówki przeznaczone dla osób niepełnosprawnych od urodzenia aż do śmierci rozwijają się cały czas. Bardzo się cieszę, że społeczeństwo w znacznej części popiera nasze działania. Cieszę się, że można pracować z niepełnosprawnymi i nie odczuwać trudów tej ciężkiej pracy. Wszystkim osobom, które się poświęcają pracy w Stowarzyszeniu jestem szczerze oddana. Mamy tu sztab ludzi zarządzających i kierujących, bardzo oddanych temu stowarzyszeniu, rozwijających go. To jest sekret naszego sukcesu.

Co warte podkreślenia, za wszystkie działania odpowiadamy swoim własnym majątkiem. Niedociągnięcia, złe rozliczenia obciążą tylko nas. Przyjeżdża do nas bardzo dużo delegacji z Polski, biorą przykłady, które chcą powielić u siebie. Wdrożyliśmy system, który jest wzorcem dla całej Polski.

W związku z tym, że zarządzacie sporym majątkiem i dużymi funduszami zdarzają się też mniej przyjemni goście. Macie sporo kontroli?

Każda placówka prowadzona przez nas jest zobowiązana do składania sprawozdań. A warto podkreślić, że kierujemy 9 placówkami obracającymi łącznie kilkunastomilionowym budżetem, realizujemy także projekty. Jesteśmy kontrolowani corocznie przez organy nas finansujące lub urząd skarbowy. Co roku wybieramy w drodze przetargu biegłego rewidenta, jako Organizacja Pożytku Publicznego wysyłamy sprawozdania do Ministerstwa. Każdy anonim, każdy donos na nas jest weryfikowany a drzwi się u nas nie zamykają. Niekiedy mamy po dwie kontrole dziennie.

Muszę o to zapytać. Pojawia się wiele komentarzy mówiących, że skoro Janikowa stworzyła taki świetny zakład może powinna kierować Gminą czy Powiatem

Najważniejszym moim celem są niepełnosprawni, nie zamierzam mieszać w politykę ani szukać tam dla siebie drogi kariery. W Gminie w Powiecie bym się po prostu nie odnalazła.

Dziękuje za rozmowę.