18 stycznia – to na ten dzień zbuntowani przedsiębiorcy wyznaczyli start „narodowego” nieposłuszeństwa. Chcą otworzyć biznesy wbrew rządowemu zakazowi i zapowiadanym konsekwencjom. Część z nich zrobiła to już nawet wcześniej.

Według rozporządzenia z końca ubiegłego roku to właśnie do 18 stycznia miał zakończyć się szereg rządowych obostrzeń i punktowy lockdown wprowadzony w celu walki epidemią koronawirusa. Ferie się kończą, młodsze dzieci wracają do szkół, a przedsiębiorcy z branży turystycznej, gastronomicznej, hotelarskiej, rozrywkowej, fitness, czy też właściciele stoków i wyciągów narciarskich mieli zostać „odmrożeni”.

Rząd zdecydował ostatecznie o przedłużeniu restrykcji do końca stycznia. Jak podkreślał kilka dni temu, zmusza go do tego sytuacja pandemiczna w kraju. Sfrustrowani przedsiębiorcy mają jednak dość. Wolą zaryzykować i wbrew zakazowi otworzyć biznesy, niż liczyć na przetrwanie i – jak zaznaczają – niepewną i niewystarczającą pomoc rządu.

Buntuje się między innymi Podhale. To tam została zawiązana inicjatywa „Góralskie Veto”, która zrzeszyła kilkuset przedsiębiorców. Zima miała przynieść im zyski, które mogły przynajmniej w części pokryć straty z ostatnich miesięcy. Jak podkreślają, rząd im to uniemożliwił.

Na całą Polskę głośno było o kwiatach sprzedawanych na lodzie. Czyli szczecińskim lodowisku, które zaczęło funkcjonować jako kwiaciarnia – bo te mogą działać normalnie.