Harald Schauß z Parku Dzikich Zwierząt Potzberg ze swoim Bielikiem – Lagerthą w połowie 2020 roku.

Po kilku miesiącach od zdarzenia, orzeł znaleziony pod Jarszewem trafił do domu. Zwierzę wycieńczone długim – 900 kilometrowym lotem – trafiło do Polski zniesione z terenu Niemiec przez potężną wichurę. Wycieńczonego ptaka w lipcu ub. roku podjęli strażacy z Jarszewa. Można powiedzieć, że a w tym miejscu historia kończy się happy endem, a okazuje się, że był to początek 15 tygodniowej drogi bielika, który przebywał w Polsce aż do połowy stycznia 2021 roku. 

W styczniu 2021 roku do naszej redakcji zwrócił się Harald Schauß z Parku Dzikich Zwierząt Potzberg. Zrozpaczony właściciel od kilku miesięcy poszukiwał Bielika Olbrzymiego, który zaginął. Po anonimowym telefonie, mężczyzna natrafił m.in. na zdjęcia portalu kamienskie.info, które publikowaliśmy w lipcu 2020 roku, w czasie podjęcia ptaka przez strażaków ochotników z Jarszewa.

Ci przez kilka godzin czuwali przy wycieńczonym zwierzęciu, aby potem pełni przekonania o dobrze spełnionej misji przekazać je firmie „Larus”. Był to początek długiej drogi bo ptak trafił do strony niemieckiej dopiero w połowie stycznia 2021 roku.

Zrozpaczony właściciel po anonimowym telefonie dowiedział się o tym, gdzie przebywa ptak. Skontaktował się także z naszą redakcją z prośbą o pomoc i przesłanie większej ilości zdjęć potwierdzających, że zwierzę było zaobrączkowane i posiadało tabliczkę adresową.

Co działo się dalej? Według relacji Haralda Schaußa z Parku Dzikich Zwierząt Potzberg zwrócił się on z prośbą o oddanie ptaka. Strona niemiecka stawia zarzut, że za przetrzymywanie zwierzęcia miano zażądać opłatę. Kwota miała być niebagatelna, gdyż miało chodzić o kilka tysięcy euro. Harald nie poddaje się i zakłada zbiórkę na Facebooku.

W związku z zaistniałą sytuacja przesłaliśmy dziś rano kilka pytań do Fundacji Dzika Ostoja – na ich Facebooka oraz skrzynkę mailową. Po kilkudziesięciu minutach skontaktował się z nami mężczyzna – który nie przedstawiając się – kategorycznie zaprzeczył wszystkim zarzutom przedstawionym w niemieckim materiale prasowym. Mężczyzna zarzucił nam także nierzetelność przy opisywaniu podjęcia ptaka w lipcu 2020 roku gdyż został on zabrany przez firmę Larus Michała Kudowskiego – a nie Dziką Ostoję.

Ptak podjęty w lipcu 2020 roku przez firmę Larus zarejestrowaną na Michała Kudawskiego miał zostać zgłoszony odpowiednim instytucjom w Polsce, a samo zwierzę zostało w styczniu 2021 roku oddane Parkowi Dzikich Zwierząt Potzberga bez jakichkolwiek opłat. Według anonimowej osoby, która skontaktowała się z nami telefonicznie po przesłaniu pytań do Fundacji Dzika Ostoja informacje strony niemieckiej dotyczące oczekiwanych środków za przechowywanie zwierzęcia to pomówienia, a relacja niemieckiej prasy jest nierzetelna. Nasz rozmówca nie rozumiał dlaczego w materiale pada nazwa fundacji.

Postanowiliśmy więc skontaktować się z Panem Michałem Kudawskim, któremu strażacy przekazali Bielika. Bez trudu udało nam się znaleźć przypisany do niego numer telefonu chociażby w Biuletynie Informacji Publicznej Gminy Rewal. Okazuje się, że taki sam numer jako telefon kontaktowy figuruje przy stronie szczecińskiej Fundacji. Próbowaliśmy więc jeszcze raz kilkukrotnie skontaktować się i zapytać – czy jest upoważniony do reprezentowania fundacji – jednak telefon nie odpowiadał.

 

Sprawę szeroko opisuje prasa niemiecka i radio. Materiał przygotowała niemiecka telewizji SAT1 – kliknij, aby zobaczyć.

Harald Schauß po sześciu miesiącach ostatecznie odzyskuje swojego ptaka. Nikt nie pobrał z tego tytułu żadnych opłat. Teraz tematem także zajmują się niemieccy urzędnicy.

Do naszej redakcji przesłano zdjęcie, które ukazuje w jakich warunkach zwierzę było przetrzymywane. W ocenie naszego rozmówcy, który zadzwonił po nadesłaniu przez nas pytań do Dzikiej Ostoi, zdjęcie zostało wykonane przez przeciwników jego działań. Do sprawy z pewnością będziemy wracać.